
Pekin z dziećmi to kierunek, który może zaskoczyć. W mojej ocenie stolica daje trochę bliższy obraz Chin niż Hongkong, który bardziej przypomina inne duże metropolie w Azji. Pekin od początku miał być dla nas pierwszym spotkaniem z Chinami kontynentalnymi. Wielki Mur i Zakazane Miasto to były naturalne wybory, ale bardzo ciekawiło nas też to, jak wygląda codzienność stolicy i jak to miasto działa poza samymi zabytkami. Po tej krótkiej podróży wiemy, że na pewno chcielibyśmy wrócić do Chin i poznać kolejne odsłony tego kraju. Cztery dni to nie dużo, ale od czegoś trzeba zacząć.
Plan pobytu
Plan był skoncentrowany na najważniejszych zabytkach:
- dzień 1: Świątynia Nieba,
- dzień 2: Zakazane Miasto i Jingshan Park,
- dzień 3: Summer Palace,
- dzień 4: Wielki Mur oraz hutongi.
Choć wygląda to na dość mało wymagający plan rzeczywistość pokazała, że biliśmy rekordy liczby kroków jakie pokonywaliśmy każdego dnia.
Dzień 1 – Przylot do Pekinu i Świątynia Nieba/Temple of Heaven
Lot do Pekinu
Lot do Pekinu przebiegł bez problemu. Lecieliśmy liniami China Southern Airlines. Niby krótki odcinek, lot nie trwał zbyt długo (3,5h), a jednak obiad dostaliśmy. Jedyne co trochę nas zestresowało to fakt, że mieliśmy się odprawić online a nie dostaliśmy takiej możliwości. Finalnie okazało się, że na tej trasie akurat tej możliwości nie było. Dlaczego? Nie znamy odpowiedzi.
Po przylocie wylądowaliśmy na nowoczesnym nowym lotnisku Beijing Daxing International Airport. To drugie największe lotnisko na świecie otwarte w 2019 roku. Zaprojektowane na liczbę 100 milionów pasażerów obsługiwanych rocznie. Zgodnie z projektem ma zapewniać krótkie odległości przejścia wewnątrz terminalu. Zrealizowane na zasadzie rozgwiazdy i jest drugim lotniskiem międzynarodowym w Pekinie. Szczegóły i więcej informacji możecie zobaczyć na daxing Beijin airport.

To co zwróciło naszą szczególną uwagę to rzeczywiście bardzo nowoczesna architektura oraz mała liczba pasażerów. Zatem chyba jest dość daleko od końcowego planu liczby pasażerów. Bazując na późniejszych obserwacjach sądzę, że jest to związane z mniejszą liczbą turystów z tzw. „zachodniego świata”.
Odprawa była krótka. Trzeba było tylko wypełnić małowymagający formularz. Potem kupiliśmy karty na metro i w drogę. Podróż do centrum odbyliśmy Daxing Airport Express (linia metra), który osiąga 160km/h. Można oczywiś ie wybrać inne opcje jak pociąg, autobus czy taxi. Wszelkie dokładne informacje o transporcie do centrum znajdziecie pod poniższym linkiem: daxing Beijin transport. Poniżej ceny stan na 2026:

Pekin (Beijing)
Nie sposób zacząć wizyty o Pekinie bez podania kilku faktów oraz wyjaśnienia różnego nazewnictwa stolicy Chin. Zacznijmy od kilku faktów:
- Powierzchnia: ok. 16 400 km² (ponad 5 razy większy niż Warszawa)
- Liczba mieszkańców: ok. 21–22 miliony
- Stolica Chin od ponad 800 lat (z przerwami). Był stolicą dynastii Yuan, Ming i Qing
- 2008 r. – Letnie Igrzyska Olimpijskie i 2022 r. – Zimowe Igrzyska Olimpijskie
- Wokół Pekinu – system obwodnic (Ring Roads) – obecnie 6 głównych pierścieni

Odnośnie nazewnictwa. Pekin czy Beijing? Za Słownikiem Języka Polskiego „Pekin” to tradycyjna polska nazwa stolicy Chin, utrwalona historycznie, podczas gdy „Beijing” to współczesna, oficjalna transkrypcja z języka chińskiego (pinyin). Różnica wynika z ewolucji języka i systemów zapisu: „Pekin” pochodzi od starszej wymowy/transkrypcji (np. francuskiej), natomiast „Beijing” (Północna Stolica) zostało ustanowione w latach 50. XX wieku. Forma „Pekin” (i angielska „Peking”) bazuje na dawnej wymowie, która była łatwiejsza do przyswojenia przez Europejczyków.
Dlaczego to ważne. Bo na miejscu nie zobaczycie nigdzie nazwy Pekin. Będzie Beijing i warto to sobie zapamiętać.
Metro
Poruszanie się metrem to sama przyjemność. Siatka metra jest rozległa (800km) a stacje schludne. Na każdej, na której byliśmy są oznaczenia po angielsku a mapa Gaode działa rewelacyjnie pomimo iż nie była w pełni przetłumaczona na angielski. Metro przyjeżdża co parę minut, jest szybkie i punktualne a stacje są czyste i bezpieczne. Na każdej z nich czuwa ochrona przy każdym wejściu, która skanuje (jak na lotnisku) bagaż oraz sprawdzają paszport. Na początku czuliśmy się trochę niepewnie, ale potem to nie było jakimś problemem, a wręcz stwarzało pewne poczucie bezpieczeństwa. Zawsze jak podróżujemy z dziećmi jesteśmy na to wyczuleni.
W metrze w porównaniu do Hongkongu jest znacznie bardziej szaro i dużo ciszej. To nas trochę zaskoczyło. Kolejna duża różnica to liczba obcokrajowców. W Hongkongu czy Makau było ich imponująca liczba. Bardzo dużo z Europy, Australii czy nawet USA. W Pekinie tak nie było. W metrze zdecydowanie rzucaliśmy się w oczy, a nasz syn blondyn był sporą atrakcją. Jedynie na Chińskim Murze zobaczyliśmy sporą liczbę turystów, gównie z Rosji. Nasz przewodnik z autobusu przekazał nam, że po pandemii Amerykanów prawie nie ma, z Europy natomiast przyjezdnych jest trochę więcej (głównie Rosja). Zdecydowanie najwięcej jest turystów z Azji. Jeżeli chcecie sprawdzić relacje z wcześniejszych etapów naszej podróży to więcej na Makao w 1 dzień oraz Hongkong z dziećmi
To miasto jest ogromne, ale jednocześnie bardzo zorganizowane. I właśnie ten element – codzienność, transport, ludzie, skala, organizacja – było dla nas bardzo ciekawe. Trochę bardziej szczegółowo o metrze i poruszaniu się znajdziecie również w jedziemybozwariujemy Chiny jak się przygotować
Świątynia Nieba (Temple of Heaven)

Świątynia Nieba. Poniżej kilka faktów:
- Kompleks świątynny zbudowany w 1420 r. (ta sama epoka co Zakazane Miasto)
- Powierzchnia całego parku: ok. 2,7 km² (większy niż Zakazane Miasto)
- Architektura symbolika kosmologii chińskiej: kształty okrągłe to Niebo a kwadratowe to Ziemia, bardzo często liczba 9 pojawia się konstrukcji
Najważniejsze elementy:
- Sala Modlitw o Urodzaj (Hall of Prayer for Good Harvests) – całkowicie drewniana, bez użycia gwoździ i oparta na 28 kolumnach symbolizujących cykle czasu
- Ołtarz Niebios (Circular Mound Altar) – Otwarta platforma z białego marmuru.Ma doskonałą akustykę – szept odbija się w centrum.
- Ściana Echa (Echo Wall) – Miejsce znane z efektu przenoszenia dźwięku wzdłuż muru.

Świątynia Nieba była pierwszą z atrakcji jakie zobaczyliśmy. Podobnie jak inne kompleksy pałacowo-świątynne jest bardzo rozległa. Niestety przyjechaliśmy za późno, aby wszystko zwiedzić, co uznaję za niedociągnięcie, które kiedyś trzeba nadrobić. Połączenie budowli, rozległych parków, ścieżek, ogrodów stanowi dobre miejsce na wypoczynek. Dlatego nic dziwnego, że zaraz po wejściu na teren kompleksu zobaczyliśmy starszych ludzi ćwiczących tai-chi.

Dbałość o szczegóły, kompozycja zrobiła na nas ogromne wrażenie i jak się później przekonaliśmy jest to cechą charakterystyczną dla budowli historycznych w Pekinie. Ciekawym dodatkiem do tego krajobrazu są turyści/mieszkańcy, którzy przebierają się w historyczne stroje i robią sobie sesje zdjęciowe. Tu również można zobaczyć dbałość o szczegóły; stroje są naprawdę dobrze wykonane. Panie mają specjalnie ułożone na starą modłę fryzury. Miejsce to raczej nie widziało takiej liczby „księżniczek”, cesarzy czy książąt w swoich największych latach świetności. Mam wrażenie, że pociąg azjatyckich turystów do zaistnienia w instagramowej rzeczywistości dzięki profesjonalnym zdjęciom jest tutaj jeszcze większy niż w innych częściach świata. Niemniej ma to swój urok i przyznam, że sami zastanawialiśmy się nad przeobrażeniem naszej grupy w taką dostojną rodzinkę. Sądzę, że w przyszłości to nadrobimy😊.


Dzień 2 – Zakazane Miasto, Plac Tiananmen i Jingshan Park

Zakazane Miasto (Forbidden City) i Plac Tiananmen
Zakazane Miasto było oczywiście obowiązkowe. To jedno z tych miejsc, które każdy zna ze zdjęć czy filmów, ale dopiero na miejscu widać skalę tego wszystkiego. Nie bez znaczenia ma fakt, że to miejsce było szczelnie zamknięte dla mieszkańców przez długi okres a tylko nieliczni jeszcze do początku XX wieku mieli tam dostęp. Wkraczamy do miejsca symbolicznego, łączącego stary ustrój i nowe władze. Głowy mieliśmy pełne od różnych obrazów, przemyśleń i pewnej fascynacji.
Poniżej kilka faktów:
- Dawny pałac cesarski dynastii Ming i Qing (XV–XX w.) zbudowany w 1420 roku
- Przez prawie 500 lat był zamknięty dla zwykłych mieszkańców — stąd nazwa.
- Składa się z 980 budynków, 8700 pomieszczeń na powierzchni 72ha
- To największy zachowany kompleks pałacowy z drewna na świecie
- Plac Tiananmen oznacza Brama Niebiańskiego Spokoju (jedno z najważniejszych politycznych miejsc w Chinach)
Główne atrakcje:
- Brama Południowa (Meridian Gate) – to tędy wchodził cesarz
- Dziedziniec Zewnętrzny – miejsce na najważniejsze ceremonie państwowe w czasach cesarstwa
- Sala Najwyższej Harmonii (Hall of Supreme Harmony) – najważniejszy budynek w całym kompleksie z największa drewnianą salą w Chinach, to tutaj odbywały się koronacje i znajdował się tron cesarza
- Ogród Cesarski – miejsce odpoczynku cesarskiej rodziny – przepiękne swoją drogą

Przyjechaliśmy wcześnie, około 10 byliśmy już na placu Tiananmen. Trzeba wziąć pod uwagę, że trzeba się zarejestrować online (podanie danych z paszportu) przed wejściem na plac, a następnie jak w większości atrakcji tej rangi będzie tradycyjnie kontrola paszportu oraz przeskanowanie bagażu. Trochę się tych wszystkich procedur i obostrzeń związanych z wizytą w tym miejscu. Jest to kraj, gdzie wiele sfer życia podlega dużej kontroli i trzeba się do tego przyzwyczaić. Nie wszystkie też informacje jakie uzyskacie w Polsce będą tam dostępne, szczególnie jeżeli korzystacie z aplikacji chińskich i miejscowego WiFi. Choć zatem mieliśmy pewne obawy jak to będzie wyglądało to muszę powiedzieć, że wszystko przebiegło sprawnie i bez incydentów. Jest po prostu inaczej. Trochę jak w krajach muzumańskich odnośnie religii tak tu odnośnie polityki. Musisz się dostosować. Takie są reguły tego Państwa. Po wizycie w wielu krajach jesteśmy dalecy od wydawania osądów co jest dobre dla mieszkańców tego kraju i jak powinno to wyglądać.

Liczba turystów była gigantyczna, ale nie było na szczęście konieczności długiego czekania. Bilety do Zakazanego Miasta kupiliśmy wcześniej online i warto zrobić to z odpowiednim wyprzedzeniem, ponieważ wybrana godzina lub dzień mogą nie być dostępne. Niby limit w danym przedziale wynosi aż 40 000 odwiedzających, ale trzeba pamietac że to są Chiny i tu skala jest inna. Zatem zakupu dokonaliśmy jeszcze w Polsce. Warto pamiętać, że kupna nie można dokonać wcześniej niż 7 dni przed wizytą. Biletów nie można też kupić na miejscu w kasie.

Sam pałac to ogromne przeżycie. Nigdy i nigdzie nie widzieliśmy tak gigantycznego kompleksu, który składał się z jakby 3 osobnych ośrodków odgrodzonych murami. Śmialiśmy się, że osoby atakujące ten pałac mogłyby się zmęczyć liczbą murów które trzeba pokonać, aby dojść do centrum kompleksu. Jest taka scena w filmie animowanym o Mulan. Tak wiem, to mało artystyczne i z wysokiej kultury porównanie. Ale takie filmy się ogląda jak ma się dzieci. W tym filmie wojownicy przeskakują przez kilka minut filmu przez kolejne mury aby dostać się do cesarza. Zawsze mnie zastanawiało jak to możliwe aby po sforsowaniu kolejnego wielkiego systemu obronnego wojownicy nagle znajdują się w podobnym następnym układzie. Teraz rozumiem.


Budowle są znakomicie zachowane, a ogrody, rzeźby w swoich detalach – przepiękne. Ogromne wrażenie na nas zrobiły wąskie uliczki biegnące pomiędzy murami wysokimi na 4 metry. Właściwie nie sposób zwiedzić tego wszystkiego. To jest naprawdę gigantyczne.

Zastanawialiśmuy się czy dokupić bilet na muzem zegarów. Było kilka opcji biletów, i tej z muzeum, jeszcze w Polsce, nie wybraliśmy. Na miejscu jednak stwierdziliśmy, że może jednak warto zobaczyć wystawę wewnątrz budynku (tych nie ma dużo), choć nie jesteśmy tematyką zegarową jakoś specjalnie zainteresowani. Okazało się, że była to jedna z lepszych wystaw w tym kompleksie jaką widzieliśmy i naprawdę polecamy. Wystawa zawiera zegary a właściwie arystyczne konstrukcje zegarowe podarowane na przestrzeni lat od europejskich mocarstw oraz wytwórców chińskich rzemieślników.
Tu przypomniałem sobie historię z książki napisaną przez Tajwańczyka Kai Fu Lee („Inteligencja sztuczna. Rewolucja prawdziwa”) o Chinach i ich podejściu do kopiowania i doskonalenia tej profesji. Coś co w naszym nowoczesnym zachodnim świecie uznaje się za słabość a tutaj od pokoleń miało ogromne znaczenie i było furtką do kariery. Odniósł to do kopiowania rozwiązań informatycznych od zachodnich przedsiębiorstw. Twierdził, że kopiowanie to historyczny kunszt chińczyków, którzy tę sztukę doprowadzili do perfekcji przez tysiące lat swojej kultury i uczynili z niej ich walor czy też cechę wyróżniającą tudzież atut. Przytoczył wtedy historię o zegarach z Europy, które były sztuką samą w sobie najwyższej jakości. Chińscy rzemieślnicy skrzętnie zaczęli je kopiować a następnie udoskonalili i zaczęli wytwarzać swoje, często na poziomie wyższym niż to co otrzymali. Właśnie takie artystyczne prace tam zobaczycie (europejskie i chińskie).

Inna rzecz, którą warto nadmienić to fakt, że w większości budowle choć piękne to nie są wyposażone w oryginalne meble czy pamiątki z okresu dynastii. Większość zabytków z wewnątrz zostało zabranych do Tajwanu aby uchronić je przed zniszczeniem. Nie znaczy to, że kompleks robi mniejsze wrażenie. Budowle i skrupulatnie odnowiony kompleks jest ucztą dla zmysłów. Nie mieliśmy więc poczucia straty, a władze krok po kroku odtwarzają kolejne historyczne zabytki.

Wizyta w Zakazanym Mieście wiąże się na pewno ze sporym wysiłkiem fizycznym, a szczególnie dla dzieci. Liczba kilometrów pokonywanych jest naprawdę spora i co jakiś czas musieliśmy sobie robić przerwę. Zatem dla naszego młodszego syna było to wymagające doświadczenie w tym dniu. Szczególnie że później weszliśmy jeszcze na szczyt góry w Jingsan Park. Na szczęście na szczycie można kupić lody w kształcie Zakazanego Miasta (całkiem zresztą smakowite) i mogliśmy w spokoju odpocząć.

Jingshan Park (Wzgórze Pięknego Widoku)
Po wyjściu z Zakazanego miasta jest kilka możliwości wybrania drogi na szczyt. Sam Jingsan Park jest naprzeciwko komplesku pałacowego. To sztucznie usypane wzgórze na wysokość 45 metrów (ziemia pochodzi z wykonapanej fosy okalającej Zakazane Miasto). Spokojne alejki, kilka pawilonów oraz rozległość terenu daje możliwość wybrania własnej trasy i mieć chwilę spokoju. Tylko końcówka na sam szczyt to już wyścig z innymi turystami a potem walka o najlepsze miejsce do zdjęcia. Po Hongkongu byliśmy już zaprawieni na takie trudności i nie zrobiły na nas wielkiego wrażenia 😊. W tym miejscu mogliśmy za to delektować się pięknym widokiem z góry na Zakazane Miasto (Forbidden City) i smakować przepyszne i artystyczne lody. Dzieci były zadowolone. Więc i my😊.

Dzień 3 – Pałac Letni (Summer Palace,Yiheyuan)

Na dzień trzeci zaplanowaliśmy jako główny punkt programu Pałac Letni (Summer Palace). To miejsce bardzo dobrze równoważy monumentalność centrum Pekinu. Jest tam więcej oddechu, więcej zieleni, więcej przestrzeni.
Kilka faktów
- Pierwotnie założony w XVIII w. (dynastia Qing), odbudowany w XIX w. przez cesarzową Cixi
- Powierzchnia: ok. 2,9 km² z czego 3/4 terenu stanowi jezioro Kunming
Główne atrakcje
- Wzgórze Długowieczności
- Najdłuższy malowany korytarz świata (ponad 700 m)
- Pawilony nad jeziorem
- Most 17 łuków

Wycieczka do Pałacu letniego odbyła się niestety w dniu, kiedy deszcz przypomniał sobie o nas i bardzo konkretnie nas uraczył swoją intensywnością. Ma to swoją dobrą stroną, bo mogliśmy zobaczyć jak Chińczycy się do tego dostosowują. Przyznam, że byliśmy bardzo zaskoczeni. Większość nosiła ortalionowe lub foliowe nakrycia (mało gustowne, jeśli mam powiedzieć) oraz ochraniacze różnego rodzaju na buty. I chyba to nas najmocniej zaskoczyło, bo byliśmy w różnych zakątkach świata i tego typu zabezpieczenia widywaliśmy raczej na szlakach turystycznych w górach a tu było standardem w mieście (również w drodze metrem do pracy) bez względu na ubiór.

Było to tak powszechne, że stwierdziliśmy nawet, że mógłby to być niezły biznes w Polsce czy Europie, ale po powrocie sprawiliśmy czy są oferty specjalnych osłonek na buty, i oczywiście są.

Wracając jednak do Pałacu Letniego dzięki niezbyt przyjaznej pogodzie mieliśmy okazję zwiedzać ten ogromny kompleks bez dużych tłumów. Im wyżej trzeba było się wspinać tym było ich mniej i udawało nam się nawet zrobić zdjęcie bez ludzi, co uważam za sukces. Sam park, bo chyba jest to najlepsze określenie znaczącej liczby budowli pałacowych i świątyń oraz muzeów przeplatanych pagórkami, ogrodami oraz sporym jeziorem, był bardzo przyjemną wędrówką pozwalającą nam docenić kunszt i planistyczny rozmach architektów chińskiej monarchii. Na pewno zyskuje on dużo przy lepszej pogodzie i spokojnie może to być wycieczka na 1 a nawet 2 dni zwiedzania, szczególnie, jeżeli dodamy do tego jeszcze wypożyczenie roweru wodnego i delektowanie się widokiem na kompleks ze środka jeziora. Szczególne wrażenie zrobiły na nas pawilony na wzgórzach. Każdy stanowi osobną atrakcję.

Duże wrażenie zrobiły na nas korytarze pomiędzy różnymi zabytkami, które z jednej strony chroniły nas przed deszczem (pewnie w inny dzień – przed słońcem) a z drugiej stanowiły niepowtarzalne artystyczne dzieło chińskich architektów.


Swoją drogą, dzięki wdrapaniu się na pawilony położone na szczycie wzgórza, mogliśmy zobaczyć jak zielony jest Pekin. Choć w samym centrum nie ma za dużo parków i często w różnych czasopismach słyszeliśmy, że jest mocno zurbanizowany, to może dzięki naszej marszrucie tj. głównie zwiedzanie zabytków Pekinu, mieliśmy inne wrażenie. Oficjalnie 40% powierzchni Pekinu to tereny zielone, głównie zlokalizowane właśnie na terenie zabytków pochodzących z czasów Cesarstwa.

Dzień 4 – Wielki Mur i hutongi

Wielki Mur był jednym z głównych powodów, dla których uwzględniliśmy Pekin w planie podróży. To jedna z tych atrakcji, których nie trzeba specjalnie tłumaczyć – po prostu chce się tam być i zobaczyć to na własne oczy.
Kilka faktów:
- Wielki Mur Chiński ma ponad 21 000 km długości (licząc wszystkie odcinki)
- jego budowa trwała przez ponad 2000 lat
- pierwsze fragmenty powstały już w III wieku p.n.e.
- mur budowano głównie jako system obronny przed najazdami z północy
- NIE JEST widoczny z księżyca -> to mit😊
Najbardziej popularne odcinki:

Najbardziej turystyczne odcinki Wielkiego Muru (za informacjami z internetu)
- Mutianyu (najlepszy dla rodzin) -> ten odcinek zwiedziliśmy (w połowie niestety…)
- ok. 70–75 km od Pekinu
- czas dojazdu: 1,5–2 godziny
- mniej tłumów niż Badaling i możliwość skorzystania z kolejki linowej + zjazd toboganem
- Badaling (najbardziej turystyczny)
- ok. 70 km od Pekinu
- czas dojazdu: 1–1,5 godziny (można pociągiem)
- największe tłumy
- Jinshanling (bardziej „dziki”)
- ok. 130–150 km od Pekinu
- czas dojazdu: 2,5–3 godziny
- mniej ludzi
- Simatai (częściowo nocne zwiedzanie)
- ok. 120–140 km od Pekinu
- czas dojazdu: 2–2,5 godziny
- jeden z nielicznych odcinków dostępnych nocą

Wybraliśmy wycieczkę na Mutianyu. Kupiliśmy dojazd w trip.com. Dojazd 1,5 godziny. Niestety stanie w kolejce do wjazdu wagonikiem na górę zajęła nam kolejną godzinę. Bilety kupił nasz opiekun wycieczki z Trip. Należało wskazać czy zamawiamy przejazd w jedną czy w dwie strony. Można wybrać różne opcje (wjazd oraz zjazd na saneczkach lub zjazd kolejką). Koszt to 200 yuan za osobę (link do strony mutunayu). Sam wjazd bardzo przyjemny, przepiękne widoki na góry. Ogromna liczba Rosjan. Właściwie to było jedyne miejsce, może trochę poza Makau, gdzie przeważali turyści spoza Azji. Na górze nie było już tak tłoczno. Ważne jest aby wybrać odpowiednią trasę jaką chce się pokonać. Ma tutaj duże znaczenie czas jaki można na zwiedzanie przeznaczyć, aby zdążyć na transport, chyba, że jedziecie na własną rękę. Przewodnik przekazał nam, że z dziećmi to zdążymy być może tylko jedną połowę i … miał rację. Byliśmy mocno ograniczeni czasem odjazdu autobusu powrotnego więc trudno, niestety wszystkiego nie zwiedziliśmy.

Sam mur oraz widoki są dla nas niezapomniane. Było to jedno z tych miejsc, które zasłużyło na swoją sławę i nie zawiodło, pomimo już napompowanych oczekiwań (historia, filmy i takie tam😊). Szczególnie duże wrażenie zrobiło na nas nachylenie murów, które stanowią jakby zwieńczenie poszczególnych stromych szczytów, a zatem i kąt podejścia/zejścia na kolejne wieże był zaskakująco wymagający. Tak jakbyśmy wspinali się na jedną za drugą górę. Naprawdę ciężko sobie wyobrazić jak to zostało zbudowane.

Pomimo, że pokonana przez nas trasa miała kilka kilometrów, to i tak dużej części niestety nie dane nam było poznać. Widać też, że droga ta ma jeszcze spory potencjał, duży pas murów nie był udostępniony ze względu na stan, w jakim się obecnie znajduje. Teoretycznie na górę można się wspiąć i trasa liczy podobno około godziny wspinaczki, co biorąc pod uwagę jak długo staliśmy w kolejce może warto było rozważyć (tu zawsze pytanie – czy dzieci dadzą radę a szczególnie te młodsze). Powrót chcieliśmy odbyć poprzez zjazd toboganem (saneczki), ale kolejka do niej była tak długa, że byśmy nie zdążyli na autobus i ostatecznie zjechaliśmy tą samą kolejką, którą wjechaliśmy (tam nie trzeba było stać). Było pewne poczucie straty, ale czasami tak bywa z planami, że nie zrealizujesz wszystkiego co sobie zapisałeś w kajecie.

Podróż powrotna przebiegła spokojnie. Przewodnik był bardzo rozmowny więc trochę opowiadał nam z dumą o chińskim modelu życia. Nie wydaje mi się, że jego opinia była sztuczna czy wymuszona i odosobniona. Sytuacja tego nie wymagała. Był bardzo dumny, że Pekin jest bezpieczny (tak też tam się czuliśmy), że na murach i w okolicy w lasach od 20 lat nie było żadnego pożaru, co wcześniej się zdarzało. Był zafascynowany samochodami chińskimi i z dużym entuzjazmem pokazywał nam lusksusowe modele BYD, których europejskie odpowiedniki kosztują o 50-100 tys. złotych więcej. Mam wrażenie, że to zauroczenie Chińczyków, o którym kiedyś czytałem, zachodnią kulturą, zostało zastąpione dumą z chińskiej gospodarki i osiągnięć. Oczywiście to są tylko 4 dni i wizyta w stolicy ale zawsze jest to jeden z punktów widzenia.
Czytając o Chinach trochę zrozumiałem jak dużą ujmą na honorze był dla nich czas podporządkowania zachodnim władcom w wyniku wojen opiumowych. Chińczycy określają to jako „wiek upokorzenia” – czas (1839 wojny opiumowe-1949 czyli CHRL), który do dziś ma ogromne znaczenie dla chińskiej tożsamości i polityki. Cała ta historia z wojnami opiumowymi nie jest zbyt szeroko znana w naszej kulturze (przynajmniej według mnie) a jest to raczej mało chwalebny podbój. Chińczycy zostali wtedy zmuszeni na mocy traktatu do kupowania wcześniej nieznanego/niezbyt popularnego narkotyku, który uzależnił dużą liczbę mieszkańców, w zamian za wysyłanie swoich tradycjnych produktów jak herbata, ceramika czy inne dobra. W takich momentach mam pewną refleksję nad „wyższością moralną” kultury tzw. Zachodu. Nie zrozumcie mnie źle, wolę nasz styl i nasze podejście, ale mogę też zrozumieć, że inni mają zdecydowanie inną perspektywę.
Po wizycie na murze, dojechaliśmy do Pekinu tuż przed zmrokiem. Niestety światynia buddyska Lamy (Harmonii i Pokoju), największa w Pekinie, była już zamknięta. Mogliśmy ją tylko podziwiać mury z zewnątrz i tylko zastanawiać się jak wygląda w środku. Szkoda. Skierowaliśmy się zatem w stronę Drum Bell i Bell Tower. To plac z wieżą, klimatycznie wyeksponowanej przez dobrze zaprojektowane podświetlenie.


Hutongi (hutong)

Kolejnym punktem jeszcze tego samego dnia (nie wiem, ile przeszliśmy kroków, ale wtedy chyba pobiliśmy rekord) była dzielnica, w której można było zobaczyć tzw. Hutongi. To tradycyjne, wąskie uliczki Pekinu z niską zabudową, która powstawała jeszcze w XII wieku. Charakteryzuje się wewnętrznymi dziedzińcami (siheyuan). To tzw. „stary Pekin”, zupełnie inny od szerokich alei i nowoczesnych wieżowców, które teraz zdominowały centrum.

Hutongi stanowią ciekawą odmianę od nowoczesnego centrum i okazałych zabytków. Wąskie uliczki, odgrodzone murami, za którymi tli się prywatne życie. Trochę podobne wrażenie mieliśmy w poruszając się w Marakeszu w centrum miasta. Niestety nie udało nam się wejść do samego środka tj. do wewnętrznych placów. To trochę tak jakbyście wchodzili do czyjegoś domu i przyznam, że wydawało nam się to trochę niestosowne, choć ciekawość kusiła.

Niedalego mieliśmy okazje zobaczyć bardziej imprezową stronę Pekinu i ich mieszkańców. Roześmiani ludzie, pełni życzliwości to jest obraz, który zapamiętamy. W pewnym momencie moja własna osoba wydała się na tyle egzotyczna, że chcieli ze mną zrobić zdjęcie. Chwilę później chciałem kupić jedzenie i zostałem zachęcony przez sprzedawcę do powtórzenia po chińsku paru słów, co wywołało tak dużą salwę śmiechu, także byłem 1-minutową sobotnią atrakcją dla mojego chińskiego otoczenia😊. Wciaż mi się wydaje, że wszystko powtórzyłem poprawnie.

Centrum Pekinu jest bardzo nowoczesne i przestrzenne. Możecie zobaczyć tam wszystkie światowe marki i promenadę podobną jak w wielu nowoczesnych metropoliach. To, co budzi pewien żal, to fakt, że jeszcze niedawno, bo przed latami 90-tymi, były tam tradycyjne hutongi, które zostały wyburzone (najwięcej tuż przed olimpiadą).
I tu pewnie znajdziecie wielu, którzy docenią nowoczesność stolicy Pekinu (nie powiem – centrum jest dobrze zaprojektowane, choć może nie robi takiego wrażenia jak Dubaj), a inni, szczególnie turyści, chcieliby zobaczyć namiastkę starego Pekinu. Mam tu mieszane uczucia.
Z jednej strony rozumiem kwestie gospodarcze i ograniczenia, jakie czasem tworzy historyczny układ ulic, ale osobiście wolę zobaczyć historyczne, niespotykane już zabudowania niż nowoczesne sklepy z powtarzającymi się światowymi markami w nowym, niezbyt imponującym centrum.
W każdym razie centrum nie jest może imponujące, ale jest dobrze zaprojektowane. Znajdziecie tam salony samochodowe z nowoczesnymi markami chińskimi i centra handlowe. Nasz syn i córka byli zachwyceni.
Pewnym kontrastem na tle tej „wielkomiejskości światowej” są grupy Chińczyków w różnym przedziale wiekowym, którzy tańczą do muzyki zapodawanej przez samozwańczego wodzireja. Co ciekawe, czasem są takie cztery grupy koło siebie z różną muzyką, a przekrój osób tańczących jest bardzo szeroki pod względem wieku – od dwudziestu kilku lat do powyżej sześćdziesiątki.

Samochody elektryczne i codzienność Pekinu
Co nas zaskoczyło w Pekinie poza zabytkami
Na pewno, wbrew wcześniej przeczytanym informacjom, w centrum Pekinu było cicho i nie odczuwaliśmyh smogu, o którym wiele było wcześniej artykułów w naszej prasie. Dominują bowiem auta elektryczne i są bardzo powszechne. Według regulacji obecnie, aby zarejestrować auto spalinowe, w Pekinie trzeba wziąć udział w loterii. Wiele osób decyduje się zatem na auta elektryczne. Są też ograniczenia w niektóre dni co do możliwości wjechania do centrum samochodem spalinowym. Z internetu wyczytałem, że obecnie samochody elektryczne stanowią 25-30% wszystkich samochodów w stolicy Chin. Wszędzie oczywiście dużo rowerów i skuterów elektrycznych. I te skutery elektryczne a właściwie „ubranka” dla tych pojazdów były mocno intrygujące. Większość kierujących była wyposażonych w podobne ochronne zabezpieczenia, które różniły się co bardziej ciekawym designem. O ile w Polsce widziłem ochraniacze na ręce to takich udogodnień już nie.

Zdziwiło nas ichniejsze KFC, które wygląda z zewnątrz jak to w USA i Europie, ale jednak ma inną ofertę kulinarną i jak sprawdziliśmy poza wyglądem nie jest powiązana z tą znaną marką. Jedzenie nam tam bardzo smakowało, nawet naszemu młodemu synkowi, który uwielbia kurczaki.
W przypadku Chin wiele informacji nie jest już aktualnych, dlatego bardzo polecamy, aby starać się szukać tych najświeższych.
Pekin z dziećmi. Co najbardziej zostało nam w pamięci?
W Pekinie najmocniej zostały nam w pamięci:
- Zakazane Miasto,
- Świątynia Nieba,
- widok z Jingshan Park,
- Wielki Mur,
- i cały kontrast między wielką historią a nowoczesnym państwem.
To był też ten etap podróży, który najmocniej uruchamiał refleksje wykraczające poza zwykłe zwiedzanie.

Czy warto?
Czy warto wybrać się do Pekinu z dziećmi? Naszym zdaniem zdecydowanie tak, ale trzeba się liczyć z tym, że zwiedzanie wiąże się ze sporym wysiłkiem fizycznym ze względu na rozległość atrakcji oraz dystans do nich. W przeciwieństwie do wielu naszych podróży z dziećmi tym razem nie przeplataliśmy częścią relaksacyjną przeznaczoną dla najmłodszego syna. Wyjazd się udał, ale raczej nie polecalibyśmy tego kierunku i takiej intensywności z dziećmi, jako pierwszy wybór.
Pekin daje bardzo dużo, ale też wymaga energii i otwartości na zupełnie inną skalę niż większość europejskich stolic.


