Chiny z dziećmi – Hongkong, Makao i Pekin – 10 dni

Panorama Hongkongu oraz Zakazane Miasto w Pekinie – podróż po Chinach z dziećmi
Hongkong, Makao i Pekin – trzy różne oblicza Chin podczas naszej podróży

Ta podróż od początku wydawała nam się ciekawa nie tylko turystycznie, ale też poznawczo. Hongkong, Makao i Pekin miały pokazać nam trzy różne światy w ramach jednego wyjazdu i właśnie to połączenie najbardziej nas w tym kierunku interesowało.

Dlaczego właśnie Chiny?

Chiny chodziły nam po głowie od dawna.
Nie tylko dlatego, że to ogromny i ważny kraj, ale też dlatego, że bardzo chciałem skonfrontować to, co się o Chinach mówi i pisze, z rzeczywistością.

Mam wrażenie, że obraz Chin w zachodnich mediach jest często bardzo jednostronny. Z jednej strony mówi się o ogromnym rozwoju, technologii i skali, z drugiej o kontroli, ograniczeniach i systemie, który reguluje praktycznie wszystko. Chciałem zobaczyć to na własne oczy i wyrobić sobie własną opinię, a nie opierać się wyłącznie na cudzych interpretacjach.

Ta podróż od początku nie była więc dla nas tylko pomysłem na kolejny wyjazd. Była też próbą zobaczenia, jak to wszystko wygląda naprawdę: jak funkcjonują miasta, jak żyją ludzie, jak wygląda codzienność, transport, organizacja i przestrzeń publiczna. Interesowało mnie to, co dzieje się pomiędzy wielką historią, polityką i zwykłym życiem.

Do tego doszedł jeszcze sam układ podróży. Nie chcieliśmy zobaczyć tylko jednych „Chin”, bo już na etapie planowania było dla nas jasne, że Hongkong, Makao i Pekin to trzy różne światy.

Hongkong wydawał nam się bardziej międzynarodowy, szybszy, finansowy i nowoczesny z angielskim wpływem
Makao – bardziej kompaktowe, trochę osobne, z portugalskim śladem i klimatem nie do końca azjatyckim.
Pekin – bardziej monumentalny, historyczny, państwowy i bardziej „właściwie chiński” w takim wyobrażeniu, jakie nosi w głowie większość ludzi.

Poza wyżej wymionymi czynnikami duży wpływ miała literatura. Jesteśmy fanami prozy Jamesa Clavella a szczególnie części, której akcja rozgrywa się właśnie w Hongkonku (Tai Pan oraz Nobel House). To połączenie chińckiego podejścia z kulturą i ogromnym wpływem angielskiego imperializmu wydawało nam się ciekawe do zobaczenia. Nie mówiąc już o cieplejszym klimacie niż w Pekinie czy w Polsce o tej porze. A to zawsze jest dobry powód aby wyjechać:).

Właśnie dlatego ten wyjazd wydał nam się tak ciekawy.
Nie tylko turystycznie, ale też poznawczo.

I tak powstał plan podróży do Chin z dziećmi, który połączył Hongkong, Makao i Pekin w jedną trasę.

Szybki przewodnik

Był to wyjazd na 10 dni.
Plan obejmował Hongkong, Makao i Pekin.

Do Hongkongu przylecieliśmy KLM z Krakowa, a wracaliśmy z Pekinu. Dzięki temu nie musieliśmy wracać w to samo miejsce i mogliśmy ułożyć trasę logicznie, bez cofania się. Sama cena lotu była naprawdę dobra jak na taki kierunek i taki układ podróży.

W Hongkongu nocowaliśmy 5 nocy, a w Pekinie 4. Taki podział okazał się bardzo sensowny. Hongkong był dobrym wejściem w ten region, Makao krótkim dodatkiem i kontrastem, a Pekin mocniejszym wejściem w Chiny kontynentalne.

Ten kierunek wymagał większego przygotowania niż wiele naszych wcześniejszych podróży. Chodziło przede wszystkim o:

  • dokumenty,
  • płatności,
  • aplikacje,
  • internet,
  • poruszanie się po miejscu.

Nie był to jednak poziom trudności, który miałby zniechęcać. Raczej taki, który wymaga spokojnego przygotowania przed wyjazdem.

👉 O tym szerzej piszę tutaj: Chiny i Hongkong – jak przygotować się do podróży: dokumenty, płatności, internet i aplikacje

Nasz plan podróży

Od początku wiedzieliśmy, że nie chcemy wszystkiego „zaliczać”. Bardziej zależało nam na tym, żeby zobaczyć kilka miejsc porządnie niż codziennie się przepakowywać i odhaczać kolejne punkty.

Plan wyglądał tak:

Hongkong

  • przylot i pierwsze wejście w miasto,
  • Kowloon, promenada i Avenue of Stars,
  • wyspa Hongkong i Victoria Peak,
  • bardziej lokalne miejsca i dzielnice,
  • Lantau, Ngong Ping i Wielki Budda,
  • jednodniowy wypad do Makao.

Pekin

  • Świątynia Nieba,
  • Zakazane Miasto i okolice,
  • Jingshan Park,
  • Pałac Letni,
  • Wielki Mur,
  • hutongi i bardziej lokalny Pekin.

Z perspektywy czasu uważam, że to był bardzo dobry układ. Pozwolił zobaczyć trzy różne światy, a jednocześnie nie zamienił podróży w ciągłe przepakowywanie się i logistyczny maraton.

[TU ZDJĘCIE: mapka trasy albo kolaż 3 miejsc]

Dlaczego taki układ miał sens

Hongkong był dla nas bardzo dobrym wejściem w ten region. Jest bardziej międzynarodowy, prostszy językowo, bardzo wygodny komunikacyjnie i dobry na początek przed wejściem do kontynentalnych Chin.

Makao potraktowaliśmy jako dodatek i kontrast. Nie jako miejsce na kilka dni, tylko raczej jako jednodniowy przerywnik, który pokazuje jeszcze inną historię i inny klimat.

Pekin był już wejściem w bardziej „właściwe” Chiny:

  • większa skala,
  • więcej kontroli,
  • większy ciężar historii,
  • mniej obcokrajowców,
  • zupełnie inna energia niż w Hongkongu.

Gdybym miał komuś polecić podobny układ na pierwszy raz, to właśnie taki.

Hongkong – pierwsze zaskoczenie

Pierwsze naprawdę mocne wrażenie po wejściu w Hongkong to były tłumy. Nie takie zwykłe „dużo ludzi”, tylko tłumy, przy których przejście przez ulicę staje się operacją logistyczną. W pewnym momencie policjanci zamykali przejścia taśmą i puszczali ludzi tylko w jednym kierunku. Samo przejście na drugą stronę jednej z głównych ulic zajęło nam około 15 minut.

To był mocny początek.

A później okazało się, że Hongkong ma znacznie więcej warstw, niż może się wydawać przed wyjazdem.

Z jednej strony:

  • szkło,
  • wieżowce,
  • tempo,
  • metro,
  • finanse,
  • ogromna gęstość zabudowy.

Z drugiej:

  • targowiska,
  • świątynie,
  • lokalne dzielnice,
  • dwupiętrowe tramwaje,
  • kolejki,
  • miejsca, gdzie wciąż bardzo mocno czuć dawny klimat miasta.

Hongkong naprawdę mile nas zaskoczył. Słyszeliśmy wcześniej, że nie ma aż tak dużo do zaoferowania, a okazało się, że spędziliśmy tam bardzo dobry czas. Zostały nam w pamięci dobre jedzenie, barwni ludzie, intensywność miasta i to poczucie, że cały czas coś się dzieje. To jedno z tych miejsc, do których mógłbym wrócić.

👉 Osobno opisuję to szerzej we wpisie: Hongkong z dziećmi – co zobaczyć w 4 dni

Tramwaj w Hongkongu– podróż po Chinach z dziećmi
Hongkong tramwaje dwupiętrowe

Makao – krótki wypad, który miał sens

Makao potraktowaliśmy jako jednodniowy wypad z Hongkongu i to była dobra decyzja.

To nie jest miejsce, które w naszym odczuciu potrzebuje wielu dni, ale jako kontrast działa bardzo dobrze. Jest bardziej zwarte, ma wyraźnie portugalski ślad i daje poczucie wejścia do trochę innej historii niż ta, którą czuje się w Hongkongu czy Pekinie.

Najbardziej zapadły nam w pamięć:

  • historyczne centrum,
  • Ruiny św. Pawła,
  • Senado Square,
  • portugalski ślad w architekturze,
  • i z drugiej strony nowoczesne, momentami trochę dziwne oblicze miasta.

Makao było dla nas czymś w rodzaju przerywnika pomiędzy Hongkongiem a Pekinem i dokładnie w tej roli sprawdziło się dobrze.

👉 Więcej o tym będzie we wpisie: Makao z Hongkongu – czy warto na 1 dzień

Makao Ruiny św. Pawła - podróż po Chinach z dziećmi
Ruiny św. Pawła

Pekin – zupełnie inna energia

Jeżeli Hongkong był szybki, międzynarodowy i pionowy, to Pekin był bardziej monumentalny, cięższy i bardziej państwowy.

To miasto robi wrażenie skalą. Nie tylko zabytków, ale też ulic, przestrzeni, liczby ludzi i sposobu, w jaki działa codzienność.

A jednocześnie Pekin wcale nie był dla nas przytłaczający w złym sensie. Bardziej dawał poczucie wejścia do miejsca, które ma ogromny ciężar historii i bardzo wyraźnie pokazuje swoją rolę jako stolicy.

Najmocniejsze momenty tej części podróży to dla nas:

  • Świątynia Nieba,
  • Zakazane Miasto,
  • widok z Jingshan Park,
  • Wielki Mur,
  • hutongi,
  • i cały kontrast między cesarską przeszłością a nowoczesnym, kontrolowanym państwem.

To był też moment podróży, w którym najmocniej uruchamiały się refleksje wykraczające poza zwykłe zwiedzanie.

👉 Szerzej opisuję to we wpisie: Pekin z dziećmi – Zakazane Miasto, Świątynia Nieba, hutongi i Wielki Mur

Zakazane Miasto

Co nas najbardziej zaskoczyło

Jak bardzo różne są Hongkong i Pekin

Teoretycznie człowiek wie to przed wyjazdem. Na miejscu czuje to dużo mocniej.

Hongkong:

  • bardziej międzynarodowy,
  • swobodniejszy w odbiorze,
  • bardziej finansowy i globalny.

Pekin:

  • bardziej chiński,
  • bardziej historyczny,
  • bardziej państwowy,
  • bardziej uporządkowany i kontrolowany.

To naprawdę są dwa bardzo różne światy.

Jak dużo rzeczy trzeba było przygotować wcześniej

To nie był wyjazd typu: kupujemy bilety i lecimy, a reszta jakoś się ułoży.

Tutaj dużo trzeba było przygotować:

  • płatności,
  • aplikacje,
  • internet,
  • mapy,
  • sposób poruszania się,
  • różnice między Hongkongiem a kontynentem.

Da się to wszystko spokojnie ogarnąć, ale warto wiedzieć, że to kierunek wymagający trochę większego przygotowania technicznego niż wiele innych.

Jak bardzo Chiny są jednocześnie nowoczesne i tradycyjne

Na żywo to działa dużo mocniej niż w opisach.

Z jednej strony:

  • płatności telefonem,
  • bardzo dobra infrastruktura,
  • metro,
  • elektromobilność,
  • organizacja.

Z drugiej:

  • świątynie,
  • hutongi,
  • tradycyjne stroje do sesji zdjęciowych,
  • starsi ludzie ćwiczący w parkach,
  • bardzo silne przywiązanie do historii i symboliki.

Jak mało czarno-biały jest obraz Chin

To był dla mnie chyba najważniejszy wniosek z tej podróży.

Nie chodzi o to, żeby ten kraj idealizować ani żeby nie widzieć rzeczy trudnych. Bardziej o to, że rzeczywistość okazała się dużo bardziej złożona niż prosty zestaw opinii, które zwykle do nas docierają.

I właśnie dla takich momentów warto podróżować.

Czy warto jechać do Chin z dziećmi?

Moim zdaniem tak, ale nie dla każdego jako pierwszy daleki kierunek.

Tak, jeśli:

  • lubicie miasta,
  • nie boicie się trochę trudniejszej logistyki,
  • dzieci są już na etapie, kiedy wytrzymają intensywniejsze zwiedzanie,
  • ciekawi Was coś więcej niż tylko ładne widoki i plaża.

Mniej idealny kierunek, jeśli:

  • szukacie totalnego luzu i prostoty,
  • nie chcecie wcześniej nic przygotowywać,
  • wolicie wyjazdy bardziej wypoczynkowe niż poznawcze.

To nie jest kierunek typu „wrzucam klapki, paszport i lecę”. Ale jeśli lubicie podróże, które coś otwierają w głowie, to Chiny dają bardzo dużo.

Czy wrócilibyśmy?

Tak.

I to nie tylko po to, żeby zobaczyć więcej. Raczej po to, żeby zobaczyć to jeszcze raz, ale już z innym poziomem zrozumienia.

Po tej podróży mam poczucie, że Chiny to nie jest kraj „do zaliczenia”. To raczej miejsce, które warto próbować zrozumieć kawałkami.

Hongkong, Makao i Pekin okazały się bardzo dobrym początkiem.

Przydatne linki

Na tym etapie bez afiliacji. Po prostu praktyczne miejsca, gdzie można sprawdzić aktualne informacje.

Noclegi

  • Booking
  • Trip.com

Loty i transport

  • Google Flights
  • Trip.com
  • oficjalne strony linii lotniczych

Internet i aplikacje

  • strona operatora eSIM, którego używaliśmy
  • Alipay
  • WeChat Pay

Atrakcje

  • Peak Tram
  • Ngong Ping 360
  • oficjalna strona Zakazanego Miasta
  • oficjalna strona wybranego odcinka Wielkiego Muru

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry