Luang Prabang z dziećmi — Laos spokojniejszy, biedniejszy i bardziej autentyczny

widok na świątynię na terenie Pałacu Królewskiego w Luang Prabang wieczorem
Świątynia Haw Pha Bang w Luang Prabang i night market

Po intensywnej Tajlandii i kilku dniach w Bangkoku przylot do Luang Prabang był jak przejście do innego świata.

Nie takiego zupełnie nieturystycznego, bo Luang Prabang turystów zna bardzo dobrze. Są hotele, restauracje, tuk-tuki, nocny targ, wycieczki, wodospady i łodzie po Mekongu. Ale wszystko dzieje się tu wolniej. Ciszej. Bez tego poziomu hałasu, nagabywania i chaosu, który w Bangkoku potrafi człowieka zmęczyć szybciej niż samo zwiedzanie.

Lotnisko było małe, ale przyjemne. Po wielkim Bangkoku, korkach, autostradach i tłumach nagle zrobiło się spokojniej. Było też trochę chłodniej — około 26–28 stopni — co po Tajlandii naprawdę robiło różnicę.

Nie byliśmy w całym Laosie. Ze względu na napięty harmonogram byliśmy tylko w Luang Prabang i okolicy. I właśnie o tym jest ten wpis.

O mieście spokojniejszym niż Tajlandia, biedniejszym niż Tajlandia, ale w wielu momentach bardziej autentycznym. Czasem pięknym, czasem smutnym, czasem turystycznym, a czasem tak wyciszającym, że człowiek rzeczywiście przestaje na chwilę pędzić.

Laos — kilka podstawowych informacji przed podróżą

  • Pełna nazwa kraju: Laotańska Republika Ludowo-Demokratyczna.
  • Stolica: Wientian.
  • Powierzchnia: około 236 800 km².
  • Liczba mieszkańców: około 7,8 mln w 2024 roku.
  • PKB na mieszkańca: około 2124 USD w 2024 roku — dla porównania Tajlandia miała około 7347 USD PKB per capita, a Polska około 25 104 USD
  • Ustrój: jednopartyjna republika socjalistyczna, w praktyce kraj rządzony przez partię komunistyczną.
  • Religia i wierzenia: dominuje buddyzm theravada, ale obecne są też wierzenia lokalne i animistyczne.
  • Waluta: kip laotański, czyli LAK. (100 000 Kip to 16zł na 2026 rok)
  • Język: laotański.
  • Położenie: Azja Południowo-Wschodnia. Laos nie ma dostępu do morza i graniczy z Tajlandią, Wietnamem, Kambodżą, Chinami i Mjanmą.

Jako turyści w Luang Prabang widzimy przede wszystkim świątynie, Mekong, nocny targ, mnichów, kolonialną zabudowę i spokojniejsze tempo życia. Ale za tym obrazem stoi kraj biedniejszy od Tajlandii, z trudną historią i konsekwencjami wojny, które nadal są obecne w codziennym życiu mieszkańców.

Laos — kilka faktów z historii

Kolonialna zabudowa historycznego centrum Luang Prabang.
Kolonialna ulica w historycznym centrum Luang Prabang
  • Laos był częścią francuskich Indochin. Wpływy francuskie widać do dziś m.in. w kolonialnej zabudowie Luang Prabang, ale też w pieczywie, croissantach i kawiarniach, które w środku Azji smakują zaskakująco europejsko.
  • Luang Prabang było dawną stolicą królestwa Laosu. Miasto do dziś ma bardziej historyczny i duchowy charakter niż administracyjny. Obecną stolicą kraju jest Wientian.
  • W XX wieku Laos przeszedł przez konflikty, wojnę domową i przejęcie władzy przez komunistyczny Pathet Lao. Od 1975 roku kraj funkcjonuje jako Laotańska Republika Ludowo-Demokratyczna.
  • Najnowsza historia Laosu jest mocno związana z bombardowaniami i niewybuchami z okresu wojny wietnamskiej. Laos jest uznawany za jeden z najbardziej zbombardowanych krajów świata w przeliczeniu na mieszkańca, a niewybuchy, szczególnie po bombach kasetowych, do dziś stanowią zagrożenie dla ludzi.

Luang Prabang — pierwsze wrażenie po Tajlandii

Świątynia Wat Xieng Thong w Luang Prabang z charakterystycznym niskim dachem
Wat Xieng Thong w Luang Prabang
  • Luang Prabang jest jednym z najważniejszych ośrodków buddyjskich w Laosie. Świątynie są tu częścią codziennego życia miasta, a nie tylko zabytkami dla turystów.
  • Miasto ma około 50–55 tys. mieszkańców, czyli jak na azjatyckie realia jest niewielkie i łatwe do ogarnięcia pieszo lub tuk-tukiem.
  • Nazwa Luang Prabang wiąże się z posągiem Buddy Phra Bang, ważnym symbolem laotańskiej monarchii i religii. Sama nazwa bywa tłumaczona jako „Królewski Budda” albo „Miasto Królewskiego Buddy”.
  • W 1353 roku król Fa Ngum założył królestwo Lan Xang, czyli „Królestwo Miliona Słoni”, a Luang Prabang — wtedy znane jako Xieng Dong Xieng Thong — stało się jego stolicą.
  • W mieście znajduje się ponad 30 świątyń buddyjskich. UNESCO opisuje Luang Prabang jako miasto z licznymi pagodami, należącymi do najbardziej wyrafinowanych świątyń buddyjskich w Azji Południowo-Wschodniej.
  • Miasto leży nad Mekongiem i rzeką Nam Khan.
  • Historyczne centrum Luang Prabang znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO.
  • Miasto słynie z połączenia laotańskiej architektury, kolonialnych budynków, świątyń i spokojnego klimatu.

Lotnisko małe, kontrola spokojna, a panie w mundurach miały taki krój, który nam przypominał trochę czasy PRL. I wtedy człowiek przypomina sobie, że Laos nadal jest krajem komunistycznym.

W Azji łatwo o tym zapomnieć, bo dookoła widać prywatne sklepiki, małe biznesy, usługi, handel i taki bardzo praktyczny, kapitalistyczny duch przedsiębiorczości. System systemem, ale ktoś musi sprzedać kawę, przejazd, banany, pamiątki albo zupę.

Transport z lotniska był dostępny od ręki. Już sama droga z lotniska pokazała, że jesteśmy w miejscu spokojniejszym. Mniej nagabywania. Mniej turystów. Inny typ turystów — raczej zwiedzający, starsi i młodsi, sporo Francuzów, Chińczyków, Niemców, słychać też było Polaków.

Budynki w stylu kolonialnym, świątyń bez liku, a w ciągu dnia na ulicach mało ludzi. Po Bangkoku, gdzie człowiek momentami ma wrażenie, że wszystko dzieje się jednocześnie, Luang Prabang wydawało się prawie senne. I bardzo nam to pasowało.

Mount Phousi — zachód słońca nad Luang Prabang

Zachód słońca nad Mekongiem widziany z Mount Phousi w Luang Prabang
Zachód słońca nad Mekongiem z Mount Phousi w Luang Prabang
  • Mount Phousi to wzgórze w centrum Luang Prabang.
  • Na górę prowadzi około 325 schodów. Na wzgórzu znajdują się małe świątynie i kapliczki buddyjskie, m.in. Wat Chom Si na szczycie
  • To jedno z najpopularniejszych miejsc na zachód słońca.
  • Ze szczytu widać Luang Prabang, Mekong, Nam Khan i okoliczne góry.

Wieczorem poszliśmy na Mount Phousi zobaczyć zachód słońca. Samo wejście po schodach jest do zrobienia, także z dziećmi, ale warto pamiętać, że nie będziecie tam sami. Delikatnie mówiąc.

Turystów było mnóstwo. A jak pojawił się mnich, bardzo szybko stał się celem zdjęciowym. Zachód słońca z mnichem w kadrze — bezcenne. Nasz Miś też znowu stał się atrakcją dla turystów z Chin, którzy chcieli robić sobie z nim zdjęcia.

Widok z góry był piękny. Luang Prabang, rzeka, góry, światło zachodu — wszystko się zgadzało. Ale jednocześnie trudno było nie zauważyć tej dziwnej strony turystyki: mnich jako element kompozycji, dziecko jako atrakcja dla innych turystów, wszyscy szukający najlepszego kadru.

Zachód słońca z Mount Phousi w Luang Prabang
Góry i dolina Mekongu o zachodzie słońca oglądane z Mount Phous

To nie tak, że sami jesteśmy inni, bo też bierzemy w tym udział. Po prostu czasem w podróży pojawia się moment, w którym człowiek widzi siebie i innych z boku. I zastanawia się, gdzie kończy się zachwyt, a zaczyna polowanie na obrazek.

Pałac Królewski w Luang Prabang — czy warto?

Royal Palace Haw Kham, obecnie National Museum, w Luang Prabang
Royal Palace (Haw Kham) – National Museum w Luang Prabang

Kilka faktów o miejscu

  • Pałac Królewski był dawną rezydencją królów Laosu.
  • Obecnie działa jako muzeum.
  • Znajduje się w centrum Luang Prabang.
  • W środku obowiązują ograniczenia dotyczące zdjęć, plecaków, kamer i obuwia.

Uczciwie: sam pałac był taki sobie. Ale na terenie Pałacu Królewskiego znajduje się też Haw Pha Bang, czyli królewska świątynia zbudowana dla posągu Phra Bang — jednego z najważniejszych wizerunków Buddy w Laosie. Co ciekawe, choć wygląda jak bardzo stara świątynia, budynek jest stosunkowo nowy i został ukończony dopiero w 2006 roku. Wizualnie robi duże wrażenie, chyba nawet większe niż sam pałac.

Ho Pha Bang na terenie Royal Palace w Luang Prabang
Ho Pha Bang na terenie Royal Palace w Luang Prabang

Nie wszystko w podróży musi robić wielkie wrażenie. Czasem miejsce jest historycznie ważne, ale emocjonalnie nie zostaje z nami na długo. W pałacu nie można było wnosić plecaka ani kamery, trzeba było chodzić boso, zdjęć nie wolno było robić, a sama ekspozycja — przynajmniej dla nas — nie była wielkim odkryciem.

Były sale, tron, pamiątki, trochę złota. Ktoś nawet rzucił komentarz, że tron ze złota to atrybut pasujący idealnie „dla Trumpa” — i chyba to zapamiętaliśmy bardziej niż część wystawy.

Nocny targ w Luang Prabang

Nocny targ w Luang Prabang
Wieczorny Night Market w centrum Luang Prabang
  • Nocny targ działa wieczorem w centrum Luang Prabang.
  • Ulica jest blokowana, a sprzedawcy rozkładają stragany z jedzeniem, pamiątkami, ubraniami i rękodziełem.
  • Ceny jedzenia są niskie w porównaniu z Europą i ma naprawdę wiele do zaoferowania
  • Targ jest jednocześnie atrakcją turystyczną i miejscem pracy lokalnych rodzin.

Nocny targ w Luang Prabang bardzo nam się podobał, ale nie był to tylko „klimatyczny market”.

Strefa gastronomiczna Luang Prabang Night Market wieczorem
Strefa gastronomiczna Luang Prabang Night Market

Jedzenie było dobre i tanie. W naszej relacji ceny zaczynały się od około 20 000 KIP (3zł), a wiele rzeczy kosztowało 50 000–100 000 KIP (8-16zł). Było jedzenie z różnych stron Azji: laotańskie, tajskie, chińskie, koreańskie. Dużo turystów, dużo straganów, dużo zapachów i spory wybór.

Największym odkryciem były kokosowe ciastka smażone na miejscu na targu. Proste, tanie, ciepłe i rewelacyjne. Takie rzeczy często zostają w pamięci bardziej niż restauracje z oceną 4,8 w aplikacji.

Lao Omelette z bliska
Lokalna przekąska Lao Omelette sprzedawana na nocnym targu
Lao Boiled Rice na nocnym targu w Luang Prabang
Lokalna przekąska Lao Boiled Rice sprzedawana na nocnym targu w Luang Prabang

Kuang Si — wodospady, niedźwiedzie i tyrolka

Turkusowe kaskady wodospadu Kuang Si niedaleko Luang Prabang
Naturalne baseny i kaskady wodospadu Kuang Si w Laosie
  • Kuang Si to najbardziej znane wodospady w okolicy Luang Prabang.
  • Miejsce słynie z turkusowej wody, kaskad i możliwości kąpieli.
  • Przy wejściu znajduje się ośrodek z niedźwiedziami uwolnionymi z niewoli.
  • Na miejscu można skorzystać z niepowtarzalnej tyrolki.

Kuang Si było jednym z najlepszych punktów naszego pobytu w Laosie.

Droga nie była idealnym początkiem. Była w budowie, dużo dziur, bieda widoczna po drodze. Wytrzęsło nas solidnie, ale po dotarciu na miejsce człowiek szybko rozumie, po co tu przyjechał.

Wiejska zabudowa na trasie Kuang Si – Luang Prabang
Lokalna zabudowa przy drodze prowadzącej z Luang Prabang do wodospadów Kuang Si

Wodospady są naprawdę piękne. Turkusowa woda, kaskady, zieleń, ścieżki, zimna woda i widoki, które bez problemu bronią się same. Folderowy zachwyt nie jest tu potrzebny, bo miejsce faktycznie robi wrażenie.

Turkusowe kaskady wodospadu Kuang Si niedaleko Luang Prabang
Widok na większą kaskadę wodospadu Kuang Si niedaleko Luang Prabang

Duże wrażenie zrobiły niedźwiedzie uwolnione z niewoli. To dobry moment, żeby z dziećmi porozmawiać o tym, że atrakcje ze zwierzętami nie zawsze są dobre, a za „uroczym zdjęciem” bardzo często stoi smutna historia.

Niedźwiedź azjatycki w centrum ochrony zwierząt przy wodospadach Kuang Si
Niedźwiedź obserwowany w ośrodku ochrony niedźwiedzi znajdującym się przy trasie do wodospadów Kuang Si

Skorzystaliśmy też z tyrolki. 5 zjazdów za 30 USD od osoby. Trasa łącznie liczy 1,1km i „ląduje się” tuż przed ostatnim basenem wodospadów Kuang Si. Dwóch panów nas zabezpieczało, widoki były piękne, adrenalina była, ale bez poczucia, że robimy coś zupełnie nierozsądnego. Kolejki nie było. Jedynie 1 para przed nami. Jak się okazało również z Polski:)

Kuang Si zjazd na tyrolce z zabezpieczceniem
Nieświadomy uczestnik zjazdu na tyrolce przy wodospadach Kuang Si

Praktyczna uwaga: na Kuang Si warto zaplanować pół dnia. Zabierzcie strój kąpielowy, ręcznik i przygotujcie się na zimną wodę. Sama droga może być męcząca, ale z dziećmi warto.

Wieczorne śpiewy mnichów

Mantry w Luasng Prabang
Luang Prabang wieczorne modlitwy
  • W wielu świątyniach w Luang Prabang około 18:00 można usłyszeć modlitwy mnichów.
  • Są to mantry, a nie pokaz przygotowany dla turystów.
  • To jedno z najspokojniejszych doświadczeń w mieście.

Wieczorne śpiewy mnichów były jednym z tych momentów, które nie potrzebują dużej oprawy.

Można stanąć z boku, posłuchać i po prostu się wyłączyć.

Ceremonia ofiarowania mnichom — piękna tradycja czy turystyczny spektakl?

Mnisi podczas ceremonii Tak Bat w Luang Prabang
Poranna ceremonia ofiarowania jałmużny mnichom w Luang Prabang

Kilka faktów o ceremonii

  • Ceremonia Tak Bat / Sai Bat to wielowiekowa tradycja buddyjska, często datowana na XIV wiek.
  • Dla mieszkańców to praktyka religijna i sposób zdobywania zasługi duchowej.
  • Ceremonia odbywa się bardzo wcześnie rano (ok. 6 rano)
  • Mnisi przechodzą ulicami, a mieszkańcy przekazują im jedzenie, najczęściej ryż.
  • W Luang Prabang ceremonia stała się jedną z najbardziej znanych atrakcji dla turystów.
  • Najważniejsze zasady to szacunek, dystans i nieprzeszkadzanie mnichom.

To była jedna z najbardziej niejednoznacznych sytuacji podczas całego pobytu w Laosie.

Wyszliśmy około 4:30, żeby zdążyć. Najpierw poszliśmy w złą stronę, więc potem pędziliśmy przez puste ulice aby napewno zdążyć.

Na początku było cicho i spokojnie. Panie powoli rozstawiały krzesełka, turystów jeszcze prawie nie było. Od około 5:30 ruch zaczął narastać. Pojawiły się grupy chińskie. Krzesełka miały różne kolory, grupy były przydzielane do konkretnych miejsc, część stanowisk była wcześniej wykupiona.

Panie przygotujące ceremonię ofiarowania w Luang Prabang wcześnie rano
Przygotowania do ceremonii ofiarowania Luang Prabang

Przewodnik chiński strofował swoją grupę: zdejmij okulary, załóż szarfę, usiądź tu, nie tam. Panie organizujące całe przedsięwzięcie zaczynały się denerwować, bo turyści jak dzieci wchodzili wszędzie, żeby zrobić zdjęcie. Próbowali podejść do klasztoru, ktoś ich przeganiał, ktoś inny ustawiał się w lepszym kadrze.

W końcu pojawili się mnisi. Wielu bardzo młodych, nawet 12–13-letnich. Szli szybko. Niektórzy turyści mieli w jednej ręce aparat albo telefon, a drugą podawali ryż lub ciasteczka. Byli też mieszkańcy, starsze kobiety i inni mnisi.

mieszkańcy i turyści ofiarujący jedzenie dla mnichów to zarówno duchowe przeżycie i tradycja jak i atrakcja turystyczna
Mnisi podczas codziennej porannej ceremonii ofiarowania

Wiele osób ocenia obecny obraz negatywnie jako pewne turystyczne wypaczenie pierwotnego sensu. Ja nie mam takiego jednoznacznego podejścia.

Z jednej strony to tradycja, którą warto zobaczyć. Jest w niej coś poruszającego: cisza poranka, młodzi mnisi, mieszkańcy, rytm codzienności. Z drugiej strony trudno nie widzieć, że wokół tej tradycji powstał turystyczny spektakl. Krzesełka, grupy, zdjęcia, wykupione miejsca, przewodnicy i ludzie próbujący podejść jak najbliżej.

Świątynia w Luang Prabang i dary dla mnichów
Ceremonia tak bat w Luang Prabang

Moim zdaniem warto zobaczyć, ale z dystansu. Nie wchodzić mnichom w drogę, nie robić zdjęć z twarzą w misce ryżu, nie traktować tego jak safari kulturowego.

Po ceremonii poszliśmy na kawę i croissanta do Formula B. Było pysznie, choć ceny już europejskie.

Jaskinie Pak Ou — setki figurek Buddy nad Mekongiem

Figury Buddy w jaskini Pak Ou
Zabytkowe posągi Buddy ustawione we wnętrzu jaskini.

Kilka faktów o miejscu

  • Jaskinie Pak Ou leżą nad Mekongiem, około 25 km na północ od Luang Prabang.
  • W rzeczywistości są to dwie jaskinie: dolna Tham Ting i górna Tham Theung.
  • W środku znajdują się setki, a według niektórych źródeł tysiące figurek Buddy.
  • Figurki mają różne rozmiary i pozy — część jest stara, uszkodzona i ustawiona na skalnych półkach.
  • To miejsce ma znaczenie religijne, bo przez lata pozostawiano tu figurki Buddy, których nie wyrzucano.
  • Do jaskiń najczęściej dociera się łodzią po Mekongu albo drogą lądową z krótką przeprawą przez rzekę.

Do jaskiń jechaliśmy tuk-tukiem, takim bardziej ciężarówkowym. Dojazd kosztował nas po negocjacjach 600 000 KIP, czyli około 100 zł.

spacerujący mnisi ulicami Luang Prabang. Luang Prabang z dziećmi
Mniski widziani z tuk tuka w drodze do Pak Ou Caves

Trasa była koszmarna. 30 km jechaliśmy godzinę. Dziura na dziurze. Wytrzęsło nas strasznie. Dotarliśmy nad rzekę, do małej wioski, która najlepsze czasy miała chyba za sobą. Kilka łodzi, stare lodówki, stragany, domy z dziurawymi dachami. Bieda widoczna bez filtra.

Potem krótka przeprawa łodzią. Wejście do jaskini, cisza, spokój i setki figurek Buddy. Małe, duże, stare, nowe. Jest w tym coś niezwykłego. Z tego, co zrozumieliśmy, figurek Buddy się nie wyrzuca, więc trafiają tam od bardzo dawna.

Rozległa rzeka Mekong w drodze do jaskiń Pak Ou
Przeprawa przez Mekong długą łodzią do jaskiń Pak Ou

Później poszliśmy do górnej jaskini. Trochę trzeba się wspiąć, ale ludzi było mało. Był też gong, w który Miś oczywiście uderzył. I jak to często bywa, dał przykład innym turystom, którzy wcześniej byli zbyt nieśmiali, żeby spróbować. Siła przykładu. Nawet od małego człowieka.

Jaskinie Pak Ou i gong. Luang Prabang z dziećmi
Nie-do-odparcia pokusa uderzenia w gong

W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się jeszcze w wiosce z warsztatami, tkaninami i whisky. Mało ludzi, cisza, piękna świątynia i widok na Mekong.

Mała wioska i piękna świątynia w drodze do Luang Prabang
Piękna świątynia podczas drogi powrotnej z Pak Ou

Praktyczna uwaga: dojazd jest męczący, więc z dziećmi warto zabrać wodę i coś do jedzenia. Sama atrakcja jest spokojniejsza niż Kuang Si. Warto, jeśli macie czas i cierpliwość do drogi.

Rejs po Mekongu o zachodzie słońca

Piękny zachód słońca na tle Mekongu
Zachód słońca podczas rejsu łodzią po Mekongu
  • Mekong to jedna z najważniejszych rzek Azji Południowo-Wschodniej.
  • Ma około 4 900 km długości i przepływa przez Chiny, Mjanmę, Laos, Tajlandię, Kambodżę i Wietnam, gdzie tworzy deltę i uchodzi do Morza Południowochińskiego
  • W Luang Prabang można wynająć łódź na rejs o zachodzie słońca.
  • Rejs trwa zwykle około 1,5–2 godzin.
  • To spokojna atrakcja dobra także z dziećmi.

Wieczorem popłynęliśmy Mekongiem. Zapłaciliśmy 350 000 KIP za 4 osoby (60zł), a rejs trwał około 1,5–2 godziny.

I to był jeden z najpiękniejszych momentów w Laosie.

Zachód słońca nad Mekongiem
Słońce chowające się za górami nad rzeką Mekong.

Zachód słońca, rzeka, łodzie, brzegi przesuwające się powoli obok nas. Po drodze mijaliśmy inne łódki, na niektórych były tańce i muzyka, obok trenowały drużyny kajakowe. Wśród turystów byli Anglicy i Holendrzy. Nie było poczucia tłoku.

Jest coś niepowtarzalnego i wyciszającego oraz romantycznego w takim rejsie.

Romantyczny rejs po Mekongu z Luang Prabang
Wieczorny rejs wygodną łodką po Mekongu z Luang Prabang

Praktyczna uwaga: cenę ustalcie przed rejsem. Najlepiej wypłynąć odpowiednio wcześniej przed zachodem słońca. To bardzo dobra atrakcja na koniec dnia, szczególnie po bardziej intensywnym zwiedzaniu.

Centrum UXO — trudna lekcja historii Laosu

Niewybuchy w UXO Visitor Centre w Luang Prabang
Wejście do UXO w Luang Prabang

Kilka faktów o miejscu

  • UXO (Unexploded Ordnance) oznacza niewybuchy pozostawione po konfliktach zbrojnych.
  • Laos jest jednym z krajów najmocniej dotkniętych problemem niewybuchów.
  • Bombardowania miało miejsce w okresie wojny wietnamskiej 1964–1973. Według UXO Lao mowa o ponad 270 mln bomb kasetowych z czego szacuje się, że ok 30% pozostało na terenie Laosu jako niewybuchy
  • Problem dotyczy m.in. bomb kasetowych (każda z nich ma ok 200 mniejszych ładunków wielkości piłeczek tenisowych)
  • Niewybuchy nadal stanowią zagrożenie dla mieszkańców, szczególnie na terenach wiejskich.

Centrum UXO w Luang Prabang to nie jest „ładna atrakcja”. To miejsce, z którego wychodzi się z ciężarem w głowie.

bomby kasetowe w UXO w Luang Prabang
Bomby kasetowe zawierajace do 600 małych ladunków wielkości piłek tenisowych

Najbardziej poruszające było to, że małe bomby kasetowe mogły wyglądać dla dzieci jak piłki. I dzieci naprawdę je z takimi piłkami myliły. Potem dochodziło do tragedii i niestety dalej dochodzi. Obecnie wciąż pracują ekipy saperskie sponsorowane przez inne kraje, ale pozostało jeszcze bardzo dużo obszaru, który nie można uznać za bezpieczny.

Laos był neutralny, a mimo to został ogromnie zniszczony. Do dziś ludzie cierpią przez niewybuchy. Z pozostałości bomb robi się sztukę, breloczki, elementy edukacyjne. Ale trudno patrzeć na to tylko jak na ciekawostkę. To raczej dowód na to, jak długo trwa wojna po wojnie.

Ekspozycja UXO Visitor Centre w Luang Prabang
Wystawa w UXO Visitor Centre poświęcona niewybuchom w Laosie.

Film o dzieciach i rodzinach, które przez niewybuchy straciły zdrowie, bezpieczeństwo i szanse na przyszłość, był bardzo mocny. I trudno nie mieć refleksji, że odpowiedzialność za takie rzeczy nie kończy się wtedy, gdy kończy się konflikt a państwo za to odpowiedzialne nie stanęło i nadal nie staje na wysokości zadania.

To nie była najładniejsza wizyta w Luang Prabang. Ale być może jedna z najważniejszych.

Praktyczna uwaga: raczej dla starszych dzieci. Warto przygotować je na trudny temat. Nie planowałbym tego jako lekkiej atrakcji między targiem a kolacją, ale zdecydowanie warto odwiedzić, żeby lepiej zrozumieć Laos.

Co najbardziej zostało nam w pamięci?

Tuk-tuki w historycznym centrum Luang Prabang.
Tuk-tuki na ulicy w historycznym centrum Luang Prabang

Mekong. Rejs o zachodzie słońca miał w sobie coś, czego nie da się dobrze oddać listą atrakcji. Łódź płynie powoli, światło się zmienia, brzegi mijają, człowiek przestaje sprawdzać, co jeszcze trzeba zobaczyć.

Bardzo mocno zapamiętaliśmy też wodospady Kuang Si. Piękne miejsce, dobra energia, zimna woda, niedźwiedzie i tyrolka.

Kuang Si – turkusowy raj ukryty w sercu laotańskiej dżungli.
Tarasy wodne w Kuang Si

Zostały z nami wieczorne śpiewy mnichów. Spokojne, proste, bez wielkiego widowiska.

Została ceremonia ofiarowania mnichom — właśnie przez swoją niejednoznaczność. Piękna tradycja i turystyczny spektakl jednocześnie.

Rzeka i góry w Luang Prabang
Widok na rzekę i góry otaczające Luang Prabang.

Został nocny targ z kokosowymi ciastkami, dziećmi sprzedającymi banany i poczuciem, że turystyka czasem przykrywa rzeczy, które są dużo mniej wygodne.

I zostało centrum UXO. Trudne, mocne, potrzebne.

Jeżeli chcielibyście wiedzieć jak się przygotować do podróży i na co warto zwrócić uwagę to zapraszam na stronę Przygotowanie do podróży Tajlandia i Laos a odnośnie samego planu podróży to na Plan podróży 2 tygodnie Tajlandia i Laos. O samej Tajlandii to zapraszam na Tajlandia – Krabi-Khao Sok_Bangkok

Czy wrócilibyśmy do Laosu?

Tak.

Ale nie dlatego, że zobaczyliśmy wszystko. Wręcz przeciwnie — zobaczyliśmy tylko mały fragment. Luang Prabang i okolice to nie cały Laos. To raczej początek rozmowy z tym krajem niż pełna odpowiedź.

Laos zostawił w nas poczucie spokoju i niedosytu. Może kiedyś warto zobaczyć więcej północy, może inne części kraju, może po prostu znów usiąść nad Mekongiem i nigdzie się nie spieszyć.

Już samo Luang Prabang i okolice były warte podróży. Nie dlatego, że wszystko było idealne. Raczej dlatego, że nie było.

A że było inne to widać już było podczas lotu😊

Inne priority podczas lotu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry