
Hongkong z dziećmi to świetny kierunek na intensywny, miejski wyjazd pełen atrakcji, dobrego transportu i bardzo różnych wrażeń. Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej jak się przygotowaliśmy to przejdź do strony Chiny jak się przygotować do podróży
Hongkong z dziećmi – kilka faktów i ciekawostek
Hongkong to Specjalny Region Administracyjny Chin, działający w systemie „jeden kraj, dwa systemy”.Ma zagwarantowaną względną autonomię (własne prawo, waluta, ustrój) na 50 lat, czyli do 2047 roku
Liczba mieszkańców: ok. ok. 7,5 mln
Powierzchnia: ok. 1100 km²
Języki urzędowe: chiński (kantoński) i angielski
Hongkong ma więcej wieżowców niż Nowy Jork (9000 budynków powyżej 14 pięter)
Historia: przez 150 lat do 1997 roku kolonia brytyjska a następnie zostaje połączona z powrotem z Chinami po wygaśnięciu umowy zawartej na 99 lat (Dzierżawa Nowych Terytoriów)
Hongkong mile nas zaskoczył. Słyszeliśmy wcześniej, że nie ma aż tak dużo do zaoferowania, a spędziliśmy tam naprawdę bardzo fajny czas – z dobrym jedzeniem, bardzo barwnymi ludźmi i w mieście, które cały czas żyje. Dla mnie to jedno z tych miejsc, do których mógłbym wrócić.
Pierwsze wrażenie – tłumy – weekend majowy
Pierwsze niezapomniane wrażenie to tłumy ludzi, którzy próbują przekroczyć jedną z głównych ulic w centrum miasta. Aby taka przeprawa mogła mieć miejsce, zaangażowani byli policjanci, którzy zagradzali taśmą możliwość przejścia i ograniczali ruch na niektórych przejściach tylko do jednego kierunku. Przejście na drugą stronę zajęło nam 15 minut. Oczywiście było to związane z okresem kiedy tam przyjechaliśmy tj. długim weekendem majowym.
To był mocny początek i od razu pokazał skalę tego miasta.

Inna rzecz to przekrój ludzi. W większości azjaci. Stosunkowo mało osób z tzw. zachodu albo bliskiego wschodu, co nas trochę zaskoczyło. W metrze raczej się wyróżnialiśmy a ja szczególnie. Choć jestem niezbyt wysoki to jednak przeciętnie powyżej tutaj średniej. No i było nie za dużo osób z brodą i bez włosów. Także rodzina łatwo mogła mnie odnaleźć w tłumie😊

Dzień 1 – Kowloon, Victoria Harbour i Avenue of Stars
Dojazd z lotniska
Kowloon, Victoria Harbour i Avenue of Stars
Pierwszy wieczór spędziliśmy w Kowloon. Poszliśmy na Victoria Harbour, gdzie o godzinie 20 odbywa się Symphony of Lights – pokaz świateł, który ma opinię jednej z najbardziej znanych atrakcji miasta. Podobało nam się ale też wydaje nam się, że wiele innych miejsc zrobiło na nas większe wrażenia. Potem przechadzka Avenue of Stars i pozowanie Bruce Lee.
Promenada Tsim Sha Tsui to spacer z widokiem na wyspę Hongkong. Wieczorem wygląda to imponująco.

Aleja gwiazd również zrobiła na nas duże wrażenie. Można zobaczyć rzeźbę Bruce Lee, który tam spędził dzieciństwo a potem realizował swoje filmy. Przyłożyliśmy ręce do odcisków Jackie Chana😊. Można też stanąć w kolejce do zdjęcia z Brucem Lee. Skorzystaliśmy oczywiście z tej możliwości. Przyznam, że sporo uśmiechu wywołało u mnie obserwowanie innych nam podobnych ludzi próbujących odwzorować postawę Bruce’a. Sami oceńcie czy nam się udało?

Wieczorny powrót urozmaiciliśmy skosztowaniem lokalnego jedzenia na food market. Małe stragany z ciekawymi przekaskami ale też pełnymi daniami są dobrą alternatywą dla restauracji a dają możliwość skosztowania wielu różnych przysmaków. Trochę deszcz pokropił, co dodało trochę dodatkowych walorów do zdjęcia.
Dzień 2 – wyspa Hongkong i Victoria Peak
Tego dnia byliśmy na wyspie Hongkong. W planie mieliśmy Hollywood Road, świątynię Man Mo, Tai Kwun Centre for Heritage and Arts – dawne więzienie i komisariat przerobione na bardzo ciekawe centrum kultury – oraz oczywiście Victoria Peak. Wieczorem Temple Street Night Market, ale to już na półwyspie Kowloon.

Z półwyspu Kowloon można na wyspę Hongkong dostać się na kilka sposobów. Najbardziej popularne środki komunikacji to prom lub metro. My wybraliśmy metro. Jest szybsze choć nie oferuje możliwości delektowania się widokami podczas podróży. Prom wybraliśmy innym razem. W tym dniu oprócz oczywiście Victoria Peak chcieliśmy zobaczyć świątynię Man Ma Temple, więzienie (Victoria Prison Coumpound) z restauracjami będące częścią Tai Kwun Center for Heritage and Arts. oraz okolice Hollywood Road.

Na szczególną uwagę zwróciliśmy właśnie na odrestaurowane Victoria Prison Compound, gdzie można zobaczyć odnowione cele więzienne czy wypić kawę w centrum byłego miejsca odosobnienia dla przestępców. W Tai Kwun jest również ciekawy budynek Policji oraz plac z instalacjami artystycznymi. Zwiedzanie wyspy Hongkong wymaga pokonywania dość stromych ulic co wiąże się ze sporym wysiłkiem. Zatem zabranie wody ze sobą jest konieczne szczególnie, że było dość ciepło i wilgotno. Po drodze mijamy nieliczne budynki sprzed 100 lat przypominające angielską spuściznę w tym mieście. Na szczególną uwagę zwróciliśmy na ulicę Holywood Road, która poprzeplatana jest starymi kamienicami pośród wysokich wieżowców otaczających nas zewsząd oraz alejką z graffiti.


Mała, ale klimatyczna świątynia Man Mo Temple stanowi duży kontrast do otaczających ją wieżowców. Ale w środku można poczuć się jakby w innym świecie.

Aby dostać się już na sam szczyt można skorzystać z kilku opcji:
- spacer
- Peak Tram
- autobus/taxi
Według naszego planu mieliśmy skorzystać z Peak Tram , ale jak zobaczyliśmy kolejkę na minimum 1h to zrezygnowaliśmy. Szkoda bo to również ciekawa atrakcja. Z informacji wcześniej przeczytanych:
- Działa od 1888 roku
- ma bardzo strome nachylenie (momentami ~25°) także wagony są niezłym kątem
- przejazd trwa ok. 7–8 minut
Niestety. Tak czasami bywa, że trzeba z czegoś zrezygnować. Byliśmy zbyt zmęczeni na dalszą wędrówkę, więc skorzystaliśmy z taxi (czas przejazdu ok 30minut ze względu na duże korki w tym okresie)
Na samym szczycie jest kilkupoziomowa galeria handlowa Peak Galleria oraz druga The Peak Tower, na której szczycie jest taras widokowy Sky Terrace 428 (na wysokości 428m n.p.m.) będący celem naszej wędrówki. Na Peak Tower są różne restauracje sklepy w tym m.in Buba Shrimp oferującą krewetki. Restaurację tą znamy z naszego pobytu w USA. I tak, związana jest bezpośrednio z filmem Forrest Gump. Jeżeli standard jest zachowany jak w Stanach (niestety nie sprawdziliśmy) to naprawdę warto spróbować, choć do najtańszych opcji obiadowych ta przyjemność nie należy.

Widok z góry był przepiękny. Zachód słońca i Hongkong nocą robią ogromne wrażenie. Ze względu na weekend majowy i fakt, że to najbardziej znana atrakcja Hongkongu towarzyszył nam tłum ludzi. Spędziliśmy tam około 2 godzin delektując się widokami. Na pewno warto być na szczycie jeszcze przed zachodem słońca więc całą trasę trzeba odpowiednio zaplanować biorąc pod uwagę potencjalne korki w mieście. Przebicie się do pierwszego rzędu turystów z najlepszą opcją na zdjęcie wymagało trochę sprytu i cierpliwości.

A poniżej widok, jak już ktoś przez nieuwagę opuścił swoje uprzywilejowane miejsce i dał nam okazję na zrobienie zdjęcia.

Na powrót również zdecydowaliśmy się skorzystać z taksówki. Na dole galerii mieściło się centrum komunikacyjne dla taksówek i autobusów. Do taksówek również była spora kolejka, ale była to zdecydowanie szybsza opcja niż pozostałe możliwości.
Na koniec dnia przyszła pora na dobry obiad (wcześniej jeszcze w galerii nasza najmłodsza latorośl tradycyjnie sprawdziła menu w McDonaldzie). Znaleźliśmy super rekomendacje restauracji Sing Kee (adres). Że można poczuć lokalną kuchnię, że jest podane w tradycyjny sposób i że są duże kolejki. No rzeczywiście wszystko się sprawdziło tylko tak jakoś w krzywym zwierciadle. Zatem kolejka była na godzinę czekania na małych stołeczkach w wąskiej, bocznej uliczce, tradycyjny sposób podania został zniekształcony do zaoferowania plastikowych stolików i siedzeń i wszechobecnym zapachu zapachu tłuszczu i raczej małohigienicznych warunkach i średnio przyjazną obsługą. Ale to wszystko mogło zostać zapomniane, bo w końcu może finał będzie ucztą dla podniebienia. I tu również było zaskoczenie. Niestety było przeciętne. Zatem nie polecam. Zjecie podobne lub lepsze jedzenie w innych miejscach Hongkongu. Jedyny z tego pozytywny aspekt to możliwość „zaliczenia” kolejnej atrakcji schody Central–Mid-Levels czyli najdłuższy na świecie zewnętrzny, zadaszony system schodów ruchomych i ruchomych chodników. Rozciąga się na długości ponad 800 metrów i pokonuje przewyższenie wynoszące 135 metrów. Jako, że mieliśmy godzinę czekania wspólnie z naszym synem mogliśmy chodzić do woli. Raczej ciekawostka niż punkt, który jest konieczny do zobaczenia w Hongkongu.
Dzień 3 – bardziej lokalny Hongkong
W planie mieliśmy klasztor 10 000 Buddów, przejażdżkę tramwajem ding ding, Lee Tung Avenue oraz bardziej lokalne miejsca i sklepy. Był też Sino Centre z figurkami.

Świątynia 10 000 Buddów zrobiła na nas bardzo dobre wrażenie. To może nie jest najbardziej oblegana atrakcja Hongkongu, co uznaję za dodatkowy atut. Świątynia Tysiąca Budd – Ten Thousand Buddhas Monastery położone jest na Sha Tin (Nowe Terytoria). Założony w latach 50 XX wieku, co mnie trochę zdziwiło, bo cały kompleks wyglądał na bardziej wiekowy. Wszystko jest bardzo dokładnie wykonane, zachowuje historyczny styl i być może ze względu na wilgotny klimat i proces starzenia wydaje się jakbyśmy byli w miejscu o 100 lat starszym. W głównej sali znajduje się ok. 13 000 małych figurek Buddy.

Na szczyt do świątyni prowadzi kilkuset stopni (400). Po obu stronach drogi towarzyszą nam statuetki budd, co było niespotykanym widokiem. Jeżeli weźmiemy również pod uwagę, że każdy budda jest inny, przedstawiony często w komicznym jak dla nas stylu to czyni tę wycieczkę jeszcze ciekawszą. Wspinanie się wymaga trochę wysiłku. Zatem znów woda na drogę konieczna. Na górze z placu obok świątyni roztacza się piękny widok na miasto. Potem już tylko zejście na dół po schodach a właściwie zbieganie wspólne z dziećmi było niezłą rozrywką.

Generalnie choć jest to względnie nowa atrakcja to znakomicie współgra z kilkusetletnią historią tego miasta.

Po zwiedzeniu świątyni przepłynęliśmy promem (Star Ferry) na wyspę Hongkong. Jest to tani i dobrze zorganizowany środek transportu (częste połączenia do różnych punktów Hongkongu)

i jeszcze jeden widok

a przy okazji można podziwiać panoramę miasta i zabytkowe przystanie dla promów czy piery (stacje).

Kolejną wybraną przez nas atrakcją była wycieczka tramwajem ding ding. Poruszają się wzdłuż północnego wybrzeża wyspy Hongkong. Jest ich całkiem dużo (około 160 wagonów dwupiętrowych). Tramwaje w Hongkongu działają od 1904 roku. Obowiązuje jedna opłata za przejazd niezależnie od tego jak długo jedziecie. Płaci się u kierowcy przy wejściu do tramwaju gotówką lub kartą. Trzeba tylko uważać aby nie pomylić waszego środka transportu (chyba, że macie taki cel) z turystycznymi tramwajami gdzie przejażdżka kosztuje zdecydowanie drożej.

Przejażdżka tramwajem zajęła nam w sumie około 40 minut. Dojechaliśmy do końca trasy a następnie jeszcze podjechaliśmy kilka przystanków. Była to bardzo fajne doznanie wystawiając głowę za okno i mijając ogromne wieżowce wyrastającymi tuż obok nas. Potem czas na jedzenie. Spróbowaliśmy chińskich pierożków. Połowa mojej rodziny była zadowolona, niestety ja nie należałem do tego grona.

Ostatnim przed powrotem do hotelu punktem było centrum Sino Centre sklepów z figurkami. To ciekawe miejsce i może być sporą atrakcją dla dzieci. Kilkupoziomowe centrum to kilkadziesiąt sklepów nastawionych tylko na sprzedaż różnych figurek związanych z manga, Marvelem czy bohaterami ze świata anime (w tym również dla dorosłych). Liczba osób odwiedzających to miejsce pokazuje, jak popularne jest to hobby. Dzieciaki były zachwycone. Przyznam, że ceny niektórych eksponatów były nieprzyzwoicie drogie i trochę nie rozumiem dlaczego, ale pewnie to już te tzw. różnice pokoleniowe choć osoby dorosłe również były klientami.
Dzień 4 – Lantau, Ngong Ping i Wielki Budda
W planie była wyspa Lantau, kolejka do Tian Tan Buddha, czyli Wielkiego Buddy, i klasztor Po Lin.

Przejazd kolejką to atrakcja sama w sobie. Widok, długość trasy i sam dojazd robią wrażenie. To jest jedna z tych atrakcji, które z dziećmi bardzo dobrze się sprawdzają, bo sama droga jest już częścią wycieczki.
Kolejka Ngong Ping 360
Poniżej kilka ciekawostek:
- Trasa: ok. 5,7 km
- Czas: 25 minut
- Najwyższy punkt nad zmienią (60m) i nad wodą (50m)
- strona z biletami Ngong Ping 360
Na miejsce dojechaliśmy metrem. Na szczęście stację mieliśmy w naszym budynku hotelowym i było to bardzo dużym udogodnieniem. Długi weekend majowy (święto Buddy) właśnie się skończył, ale i tak zaskoczeni byliśmy małą liczbą ludzi. Może dlatego, że pogoda była deszczowa i pochmurna. A może bo był dzień powszedni. W każdym razie było to miłe zaskoczenie. Na miejscu kupujemy bilety. Można za dodatkową opłatą wybrać wagonik z przeszkloną podłogą lub jeszcze droższą wersję z całkowitym przeszkleniem, co przy tej wysokości pewnie nie dla każdego jest dobrym wyborem. My zdecydowaliśmy się na wersję bardziej ekonomiczną czyli standard i byliśmy zadowoleni. Widoki przepiękne, choć niestety pogoda trochę nam odebrała pełnię doznań. Ale miało to też swój klimat. Sami zobaczcie.

[TU ZDJĘCIE: Ngong Ping 360]
Kolejka kończy swój bieg przy wiosce Ngong Ping na wyspie Lantau Island na wysokości 430 metrów n.p.m. Na wyspę można też dostać się pieszo. Ścieżki wiły się pod nami i wyglądają na dobrze przygotowane, ale dojście tutaj to raczej wyprawa na wiele godzin marszu.
Wyspa Lantau, Ngong Ping, Wielki Budda Tian Tan Buddha oraz świątynia Po Lin
Tian Tan Buddha jest największym na świecie posągiem siedzącego Buddy wykonanym z brązu. Mierzy 34 metry wysokości i został zbudowany w 1990 roku.

Po opuszczeniu kolejki wchodzimy do wioski Ngong Ping, kóra składa się głównie ze sklepów z pamiątkami i różnymi restauracjami oraz atrakcjami dla turystów (w tym o historii chin VR etc). Nie skorzystaliśmy ze względów czasowych. Kierujemy się dalej i mijamy przepiękną bramę chińską. Dalej, w drodze do Wielkiego Buddy towarzyszą nam rzeźby obrazujące wojowników reprezentujących poszczególne znaki chińskiego zodiaku. Są one wykonane bardzo starannie także zrobiliśmy sobie zdjęcia z Koniem, Kogutem, Małpą i Wołem, które ze względów na urodzenie są nam najbliższe. Przy okazji możecie sobie sprawdzić czy rzeczywiście posiadacie przymioty charakterystyczne dla poszczególnych znaków. rodze są rzeźby wojowników reprezentujących poszczególne znaki chińskie wykonane z duża starannością.

Schody do buddy trochę wymagają kondycji ale widok wyłaniającego się buddy z mgły robi ogromne wrażenie. Na miejscu można wejść za opłatą do świątyni. Tutaj jednak to właśnie ten 34 metrowy Budda jest główna atrakcją.

Na dole rozciągają się kompleksy światynne z pozostałościami po celebracjach podczas weekendu majowego. Można też skorzystać z restauracji (dobre ceny) z całkiem przyzwoitym jedzeniem A potem już powrót do kolejki i delektowanie się widokami z kolejki.

[TU ZDJĘCIE: Wielki Budda]
[TU ZDJĘCIE: Po Lin Monastery]
Hongkong czyli rybki w workach, ciastka Pokemony i figurki drużyny koszykarskiej
Hongkong jak i wiele innych azjatyckich miast zaskakuje nas w wielu aspektach kulturowych. Szczególnie zwracaliśmy uwagę na popularność wszelkiego rodzaju kultury anime przewiajającej się do wszechobecnych maskotek, plakietkach przypinanych do plecaków, ubioru. Upodobanie do grupowego ćwiczenia tańca czy popularności hodowli rybek w akwarium podobno przynoszących szczęście.

Mocno byliśmy zaskoczeni wizytą na Goldfish market (Ulica Tung Choi Street, Kowloon) niedaleko od naszego hotelu. To ciekawa uliczka, na której było kilkadziesiąt sklepików i stanowisk z rybkami i innymi małymi stworzeniami wodnymi. Liczba woreczków z rybkami była dość absurdalna, jeśli się człowiek chwilę zastanowi, jaki musi być popyt na hodowanie rybek akwariowych w Hongkongu. Podobno ryby symbolizują w Chinach bogactwo, szczęście i dobrobyt. Tutaj stare wierzenia nie zostały wyparte przez nowoczesność. Po prostu funkcjonują obok siebie i zmieniają tylko swoją ekspresję i miejsce oraz sposób wyrażania.
To jedno z tych miejsc, które nie są może obowiązkowe, ale bardzo dobrze pokazują lokalny klimat miasta.

Tramwaje, jedzenie i codzienność miasta
Podobały nam się targowiska i produkty, jakie można było kupić. Rzeczy jakościowo naprawdę przyzwoite i nie było tej przysłowiowej „chińszczyzny”, a przy tym ceny niższe niż w Polsce. Naturalnym jest negocjacja, ale brak porozumienia nie skutkował złymi emocjami po żadnej ze stron. Hongkong jest różnorodny kolorowy, zarówno budynki jak i ludzie. Spotkaliśmy się z przyjaznym nastawieniem i życzliwością. Jedzenie może nie zachwyciło, ale było bardzo dobre w większości przypadków. Osobiście lepiej nam podpasowała kuchnia malezyjska czy tajska.
Wylot mieliśmy wcześnie rano. Skorzystaliśmy z autobusu nocnego w ramach oszczędności. Prędkość, jaką osiągał ten autobus w drodze na lotnisko, była niezapomniana. Dojechaliśmy prawie tak szybko jak metro. Na szczęście rano nie było korków

Czy warto?
Dla nas zdecydowanie tak. Hongkong okazał się dużo ciekawszy, niż zakładaliśmy przed wyjazdem. Jest kilka zabytków i atrakcji, które zrobiły na nas niezapomniane wrażenie. Na pewno Wielki Budda i kolejka linowa czy Widok z Victoria Peak oraz droga do świątyni 10 000 Budd. Na pewno różnorodność i dorbne smaczki jak przejażdżka tramwajem ding, ding nadaje klimat temu miejscu i chyba właśnie to sprawiło, że polubiliśmy to miejsce.
To bardzo dobre miejsce na początek przygody z tym regionem świata.
Jeżeli chcielibyście zobaczyć jak wyglądała cała podróż to zapraszam do Chiny z dziećmi Pekin, Hongkong, Makao
FAQ – Hongkong z dziećmi
Hongkong Po Lin Monastery wnętrze
Tak, Hongkong to bardzo dobry kierunek na wyjazd z dziećmi. Miasto jest bezpieczne, dobrze skomunikowane i oferuje wiele atrakcji – od kolejek linowych i promów po świątynie i punkty widokowe.
Ile dni warto przeznaczyć na Hongkong?
Optymalny czas to 3–4 dni. Tyle wystarczy, żeby zobaczyć najważniejsze atrakcje, takie jak Victoria Peak, Ngong Ping 360, Star Ferry czy promenadę Tsim Sha Tsui.
Czy warto kupić kartę Octopus w Hongkongu?
Tak, karta Octopus bardzo ułatwia poruszanie się po mieście. Można nią płacić za metro, autobusy, tramwaje, a także w wielu sklepach i restauracjach.
Jak poruszać się po Hongkongu z dziećmi?
Najlepszym rozwiązaniem jest metro (MTR), które jest szybkie, czyste i dobrze oznaczone. Dodatkowo warto skorzystać z promu Star Ferry i tramwaju „ding ding”, które same w sobie są atrakcją.
Kiedy warto jechać?
Najlepszy czas na wyjazd do Hongkongu to październik–marzec – jest wtedy cieplej niż w Europie, ale bez ekstremalnych upałów i wilgoci. Latem (czerwiec–wrzesień) jest bardzo gorąco, duszno i możliwe są tajfuny, dlatego ten okres jest najmniej komfortowy do zwiedzania, szczególnie z dziećmi. Podczas naszego wyjazdu tylko raz mieliśmy całkowicie pochmurny i lekko deszczowy dzień.


