
Ta podróż od początku wydawała nam się ciekawa nie tylko turystycznie, ale też poznawczo. Hongkong, Makao i Pekin miały pokazać nam trzy różne światy w ramach jednego wyjazdu i właśnie to połączenie najbardziej nas w tym kierunku interesowało.
Dlaczego właśnie Chiny?
Chiny chodziły nam po głowie od dawna.
Nie tylko dlatego, że to ogromny i ważny kraj, ale też dlatego, że bardzo chciałem skonfrontować to, co się o Chinach mówi i pisze, z rzeczywistością.
Mam wrażenie, że obraz Chin w zachodnich mediach jest często bardzo jednostronny. Z jednej strony mówi się o ogromnym rozwoju, technologii i skali, z drugiej o kontroli, ograniczeniach i systemie, który reguluje praktycznie wszystko. Chciałem zobaczyć to na własne oczy i wyrobić sobie własną opinię, a nie opierać się wyłącznie na cudzych interpretacjach.
Ta podróż od początku nie była więc dla nas tylko pomysłem na kolejny wyjazd. Była też próbą zobaczenia, jak to wszystko wygląda naprawdę: jak funkcjonują miasta, jak żyją ludzie, jak wygląda codzienność, transport, organizacja i przestrzeń publiczna. Interesowało mnie to, co dzieje się pomiędzy wielką historią, polityką i zwykłym życiem.
Do tego doszedł jeszcze sam układ podróży. Nie chcieliśmy zobaczyć tylko jednych „Chin”, bo już na etapie planowania było dla nas jasne, że Hongkong, Makao i Pekin to trzy różne światy.
Hongkong wydawał nam się bardziej międzynarodowy, szybszy, finansowy i nowoczesny z angielskim wpływem
Makao – bardziej kompaktowe, trochę osobne, z portugalskim śladem i klimatem nie do końca azjatyckim.
Pekin – bardziej monumentalny, historyczny, państwowy i bardziej „właściwie chiński” w takim wyobrażeniu, jakie nosi w głowie większość ludzi.
Poza wyżej wymionymi czynnikami duży wpływ miała literatura. Jesteśmy fanami prozy Jamesa Clavella a szczególnie części, której akcja rozgrywa się właśnie w Hongkonku (Tai Pan oraz Nobel House). To połączenie chińckiego podejścia z kulturą i ogromnym wpływem angielskiego imperializmu wydawało nam się ciekawe do zobaczenia. Nie mówiąc już o cieplejszym klimacie niż w Pekinie czy w Polsce o tej porze. A to zawsze jest dobry powód aby wyjechać:).
Właśnie dlatego ten wyjazd wydał nam się tak ciekawy.
Nie tylko turystycznie, ale też poznawczo.
I tak powstał plan podróży do Chin z dziećmi, który połączył Hongkong, Makao i Pekin w jedną trasę.
Szybki przewodnik
Był to wyjazd na 10 dni.
Plan obejmował Hongkong, Makao i Pekin.
Do Hongkongu przylecieliśmy KLM z Krakowa, a wracaliśmy z Pekinu. Dzięki temu nie musieliśmy wracać w to samo miejsce i mogliśmy ułożyć trasę logicznie, bez cofania się. Sama cena lotu była naprawdę dobra jak na taki kierunek i taki układ podróży.
W Hongkongu nocowaliśmy 5 nocy, a w Pekinie 4. Taki podział okazał się bardzo sensowny. Hongkong był dobrym wejściem w ten region, Makao krótkim dodatkiem i kontrastem, a Pekin mocniejszym wejściem w Chiny kontynentalne.
Ten kierunek wymagał większego przygotowania niż wiele naszych wcześniejszych podróży. Chodziło przede wszystkim o:
- dokumenty,
- płatności,
- aplikacje,
- internet,
- poruszanie się po miejscu.
Nie był to jednak poziom trudności, który miałby zniechęcać. Raczej taki, który wymaga spokojnego przygotowania przed wyjazdem.
👉 O tym szerzej piszę tutaj: Chiny i Hongkong – jak przygotować się do podróży: dokumenty, płatności, internet i aplikacje
Nasz plan podróży
Od początku wiedzieliśmy, że nie chcemy wszystkiego „zaliczać”. Bardziej zależało nam na tym, żeby zobaczyć kilka miejsc porządnie niż codziennie się przepakowywać i odhaczać kolejne punkty.
Plan wyglądał tak:
Hongkong
- przylot i pierwsze wejście w miasto,
- Kowloon, promenada i Avenue of Stars,
- wyspa Hongkong i Victoria Peak,
- bardziej lokalne miejsca i dzielnice,
- Lantau, Ngong Ping i Wielki Budda,
- jednodniowy wypad do Makao.
Pekin
- Świątynia Nieba,
- Zakazane Miasto i okolice,
- Jingshan Park,
- Pałac Letni,
- Wielki Mur,
- hutongi i bardziej lokalny Pekin.
Z perspektywy czasu uważam, że to był bardzo dobry układ. Pozwolił zobaczyć trzy różne światy, a jednocześnie nie zamienił podróży w ciągłe przepakowywanie się i logistyczny maraton.
[TU ZDJĘCIE: mapka trasy albo kolaż 3 miejsc]
Dlaczego taki układ miał sens
Hongkong był dla nas bardzo dobrym wejściem w ten region. Jest bardziej międzynarodowy, prostszy językowo, bardzo wygodny komunikacyjnie i dobry na początek przed wejściem do kontynentalnych Chin.
Makao potraktowaliśmy jako dodatek i kontrast. Nie jako miejsce na kilka dni, tylko raczej jako jednodniowy przerywnik, który pokazuje jeszcze inną historię i inny klimat.
Pekin był już wejściem w bardziej „właściwe” Chiny:
- większa skala,
- więcej kontroli,
- większy ciężar historii,
- mniej obcokrajowców,
- zupełnie inna energia niż w Hongkongu.
Gdybym miał komuś polecić podobny układ na pierwszy raz, to właśnie taki.
Hongkong – pierwsze zaskoczenie
Pierwsze naprawdę mocne wrażenie po wejściu w Hongkong to były tłumy. Nie takie zwykłe „dużo ludzi”, tylko tłumy, przy których przejście przez ulicę staje się operacją logistyczną. W pewnym momencie policjanci zamykali przejścia taśmą i puszczali ludzi tylko w jednym kierunku. Samo przejście na drugą stronę jednej z głównych ulic zajęło nam około 15 minut.
To był mocny początek.
A później okazało się, że Hongkong ma znacznie więcej warstw, niż może się wydawać przed wyjazdem.
Z jednej strony:
- szkło,
- wieżowce,
- tempo,
- metro,
- finanse,
- ogromna gęstość zabudowy.
Z drugiej:
- targowiska,
- świątynie,
- lokalne dzielnice,
- dwupiętrowe tramwaje,
- kolejki,
- miejsca, gdzie wciąż bardzo mocno czuć dawny klimat miasta.
Hongkong naprawdę mile nas zaskoczył. Słyszeliśmy wcześniej, że nie ma aż tak dużo do zaoferowania, a okazało się, że spędziliśmy tam bardzo dobry czas. Zostały nam w pamięci dobre jedzenie, barwni ludzie, intensywność miasta i to poczucie, że cały czas coś się dzieje. To jedno z tych miejsc, do których mógłbym wrócić.
👉 Osobno opisuję to szerzej we wpisie: Hongkong z dziećmi – co zobaczyć w 4 dni

Makao – krótki wypad, który miał sens
Makao potraktowaliśmy jako jednodniowy wypad z Hongkongu i to była dobra decyzja.
To nie jest miejsce, które w naszym odczuciu potrzebuje wielu dni, ale jako kontrast działa bardzo dobrze. Jest bardziej zwarte, ma wyraźnie portugalski ślad i daje poczucie wejścia do trochę innej historii niż ta, którą czuje się w Hongkongu czy Pekinie.
Najbardziej zapadły nam w pamięć:
- historyczne centrum,
- Ruiny św. Pawła,
- Senado Square,
- portugalski ślad w architekturze,
- i z drugiej strony nowoczesne, momentami trochę dziwne oblicze miasta.
Makao było dla nas czymś w rodzaju przerywnika pomiędzy Hongkongiem a Pekinem i dokładnie w tej roli sprawdziło się dobrze.
👉 Więcej o tym będzie we wpisie: Makao z Hongkongu – czy warto na 1 dzień

Pekin – zupełnie inna energia
Jeżeli Hongkong był szybki, międzynarodowy i pionowy, to Pekin był bardziej monumentalny, cięższy i bardziej państwowy.
To miasto robi wrażenie skalą. Nie tylko zabytków, ale też ulic, przestrzeni, liczby ludzi i sposobu, w jaki działa codzienność.
A jednocześnie Pekin wcale nie był dla nas przytłaczający w złym sensie. Bardziej dawał poczucie wejścia do miejsca, które ma ogromny ciężar historii i bardzo wyraźnie pokazuje swoją rolę jako stolicy.
Najmocniejsze momenty tej części podróży to dla nas:
- Świątynia Nieba,
- Zakazane Miasto,
- widok z Jingshan Park,
- Wielki Mur,
- hutongi,
- i cały kontrast między cesarską przeszłością a nowoczesnym, kontrolowanym państwem.
To był też moment podróży, w którym najmocniej uruchamiały się refleksje wykraczające poza zwykłe zwiedzanie.
👉 Szerzej opisuję to we wpisie: Pekin z dziećmi – Zakazane Miasto, Świątynia Nieba, hutongi i Wielki Mur

Zakazane Miasto
Co nas najbardziej zaskoczyło
Jak bardzo różne są Hongkong i Pekin
Teoretycznie człowiek wie to przed wyjazdem. Na miejscu czuje to dużo mocniej.
Hongkong:
- bardziej międzynarodowy,
- swobodniejszy w odbiorze,
- bardziej finansowy i globalny.
Pekin:
- bardziej chiński,
- bardziej historyczny,
- bardziej państwowy,
- bardziej uporządkowany i kontrolowany.
To naprawdę są dwa bardzo różne światy.
Jak dużo rzeczy trzeba było przygotować wcześniej
To nie był wyjazd typu: kupujemy bilety i lecimy, a reszta jakoś się ułoży.
Tutaj dużo trzeba było przygotować:
- płatności,
- aplikacje,
- internet,
- mapy,
- sposób poruszania się,
- różnice między Hongkongiem a kontynentem.
Da się to wszystko spokojnie ogarnąć, ale warto wiedzieć, że to kierunek wymagający trochę większego przygotowania technicznego niż wiele innych.
Jak bardzo Chiny są jednocześnie nowoczesne i tradycyjne
Na żywo to działa dużo mocniej niż w opisach.
Z jednej strony:
- płatności telefonem,
- bardzo dobra infrastruktura,
- metro,
- elektromobilność,
- organizacja.
Z drugiej:
- świątynie,
- hutongi,
- tradycyjne stroje do sesji zdjęciowych,
- starsi ludzie ćwiczący w parkach,
- bardzo silne przywiązanie do historii i symboliki.
Jak mało czarno-biały jest obraz Chin
To był dla mnie chyba najważniejszy wniosek z tej podróży.
Nie chodzi o to, żeby ten kraj idealizować ani żeby nie widzieć rzeczy trudnych. Bardziej o to, że rzeczywistość okazała się dużo bardziej złożona niż prosty zestaw opinii, które zwykle do nas docierają.
I właśnie dla takich momentów warto podróżować.
Czy warto jechać do Chin z dziećmi?
Moim zdaniem tak, ale nie dla każdego jako pierwszy daleki kierunek.
Tak, jeśli:
- lubicie miasta,
- nie boicie się trochę trudniejszej logistyki,
- dzieci są już na etapie, kiedy wytrzymają intensywniejsze zwiedzanie,
- ciekawi Was coś więcej niż tylko ładne widoki i plaża.
Mniej idealny kierunek, jeśli:
- szukacie totalnego luzu i prostoty,
- nie chcecie wcześniej nic przygotowywać,
- wolicie wyjazdy bardziej wypoczynkowe niż poznawcze.
To nie jest kierunek typu „wrzucam klapki, paszport i lecę”. Ale jeśli lubicie podróże, które coś otwierają w głowie, to Chiny dają bardzo dużo.
Czy wrócilibyśmy?
Tak.
I to nie tylko po to, żeby zobaczyć więcej. Raczej po to, żeby zobaczyć to jeszcze raz, ale już z innym poziomem zrozumienia.
Po tej podróży mam poczucie, że Chiny to nie jest kraj „do zaliczenia”. To raczej miejsce, które warto próbować zrozumieć kawałkami.
Hongkong, Makao i Pekin okazały się bardzo dobrym początkiem.
Przydatne linki
Na tym etapie bez afiliacji. Po prostu praktyczne miejsca, gdzie można sprawdzić aktualne informacje.
Noclegi
- Booking
- Trip.com
Loty i transport
- Google Flights
- Trip.com
- oficjalne strony linii lotniczych
Internet i aplikacje
- strona operatora eSIM, którego używaliśmy
- Alipay
- WeChat Pay
Atrakcje
- Peak Tram
- Ngong Ping 360
- oficjalna strona Zakazanego Miasta
- oficjalna strona wybranego odcinka Wielkiego Muru


